Biblioteka Publiczna Miasta i Gminy im. Heliodora Święcickiego w Śremie Samorządowa Instytucja Kultury Info: PL EN DE BIP
dla dzieci
dla młodzieży
dla dorosłych
dla każdego
Wyszukiwarka
Wpisz słowo, którego szukasz.
Wyszukiwanie zaawansowane
Katalog on-line
Multimedia
Bibliografia wielkoplski
Katalog Bibliotek Publicznych
Zbiory cyfrowe
Wirtualny spacer po bibliotece
Polecamy
FILM PROMUJĄCY ZMIENIAJĄCE SIĘ BIBLIOTEKI
Biblioteka Spot
Internet w bibliotece
Biblioteka w mediach
Nagrody i wyróżnienia
Historia
Statystyki
Licznik odwiedzin:
0894643
Dzisiaj:
129
Gości on-line:
0
Twoje IP:
54.225.18.67

Dyskusyjny Klub Książki

 

- ikona_dkk.png

Program realizowany jest we współpracy z Instytutem Książki

 

W ramach ogólnopolskiego projektu Instytutu Książki TU CZYTAMY będącego adaptacją brytyjskiej idei reading – clubs wspólnego czytania i rozmów o książkach, powstaje przy bibliotece Dyskusyjny Klub Książki, koordynowany przez WBPiCAK w Poznaniu. DKK tworzą czytelnicy w różnym wieku, których łączy pasja czytania i poznawania nowych książek.

 

Grupy czytelnicze w USA istnieją od 1926 roku. Anglicy skopiowali pomysł ich tworzenia od Amerykanów, a od paru miesięcy pracownicy polskiego British Council przygotowują powstanie Dyskusyjnych Klubów Książki. Jesteśmy jednym z nich.
Będziemy czytać literaturę kontrowersyjną, różnego typu. Będziemy zapraszać autorów bądź krytyków literackich, rozmawiać o interesujących nas książkach.
Jakie będą zasady? Czy trzeba przeczytać książkę żeby przyjść na spotkanie? Niekoniecznie, ale warto spróbować ją dokończyć. Czy będziemy oceniać nasze wzajemne gusta? NIE! Czy musimy się ze sobą zgadzać? Oczywiście że nie, im więcej opinii, tym lepiej! Szanujmy jednak poglądy innych. Nikt nie powinien czuć, że nie ma wystarczającej wiedzy. To nie muszą być poważne dyskusje literackie, chodzi o dobrą zabawę.

Prezentacja DKK ŚREM 12.11.2008r (plik spakowany WinZipem) Pobierz

 

Spotkanie 26.06.2017

Pływający salon PRL czyli Batory był tematem naszego poniedziałkowego spotkania D K K. Statek zwodowany w 1936 roku służył pod polską banderą 36 lat. Był wielki i wyjątkowy, nazywano go szczęśliwym, a to dlatego,że w czasie trwania II wojny światowej, używany jako transportowiec uniknął storpedowania przez wroga. Statkiem dowodził kapitan, który stał się legendą Batorego. Pływali na nim znani i lubiani ludzie ze świata artystycznego dawnej Polski, Adolf Dymsza, Hanka Ordonówna, oraz Kalina Jędrusik i wiele innych znanych postaci PRL. Tutaj kręcono słynna Pasażerkę Andrzeja Munka, występował kabaret Dudek  i zespól Mazowsze. Batory pływał 33 lata. Wszystko co chcemy wiedzieć o legendzie mórz i oceanów znajdziemy w ciekawej książce Bożeny Aksamit zatytułowanej Batory. Gwiazdy, skandale i miłość na transatlantyku.

[ L. Tomczak ]

Spotkanie dnia 15.05.2017

Zeruya Shalev to jedna z najpopularniejszych izraelskich pisarek, której książki przetłumaczono na kilkadziesiąt języków na świecie. Ostatnia z nich, jak czytamy na okładce książki  to oferta najbardziej autentycznej przyjemności jaką może dać literatura.

Powieść zatytułowana Ból  to historia traumatycznych przeżyć bohaterki sprawiających dojmujący ból  zarówno psychiczny jak i fizyczny, który towarzyszy jej od momentu wczesnych lat młodości oraz ten drugi, kiedy zamachowiec wysadził lokalny autobus, pełen podróżnych w chwili kiedy Iris go właśnie mijała. Po latach powraca ze zdwojoną siłą ból fizyczny, a przypadek sprawia, że powracają znów wspomnienia, odnawia się piękne młodzieńcze uczucie niosąc ból rodzinie Iris. Absorbujące  i niepokojące  sytuacje rodzinne powoli uświadamiają kobiecie uzależnienie od osobistego cierpienia, przesłaniającego inne troski dnia codziennego, wychowanie dzieci, zrozumienie męża. Pochłonięta pracą zawodową, w której odnosi sukcesy, zauważa  problem z  własną córką co pozwala jej dokonać wyboru między minionym a obecnym,  dostrzec to co ważniejsze od przeszłości.   

Czytając powieść stajemy się uczestnikami życia Iris, jej rozdarcia, szaleńczego uczucia do człowieka,  który ją porzucił bez powodu, w czasie kiedy byli ze sobą bardzo blisko, szczęśliwi, kiedy nie było powodu do rozstania, on odszedł … Spotkanie z Ejtanem po latach powoduje, że ich gorące uczucie do siebie nawzajem odżywa, ale splot okoliczności pozwala Iris  zamknąć ten rozdział życia, dokonuje się w niej swoiste oczyszczenie. Książka jest nie tylko opowieścią o miłości jest także zapisem codzienności i charakterystyką tamtego niespokojnego regionu świata, w którym można zginąć w wyniku wybuchu  ale można również żyć jak wszędzie tam, gdzie nie ma palestyńskich zamachowców. Powieść dostarcza wielu przeżyć, jest godna uwagi i nie można jej przegapić.

 [Lidia Tomczak]

28.04.2017 - SPOTKANIE AUTORSKIE DKK Z AGNIESZKĄ RUSIN

Z wykształcenia ekonomistka, na co dzień pracownik administracyjny. Niepoprawna marzycielka, romantyczka, szczęśliwa mama i żona, kobieta próbująca spełniać swoje marzenia. Kocha górskie wędrówki. Autorka czterech książek: Miłość w spadku, Przypadkowe spotkanie, Rodzinny sekret, Pokojówka na salonach.

W piątkowy wieczór 28 kwietnia 2017 r. spotkaliśmy się  z Agnieszką Rusin, śremską autorką czterech książek: Przypadkowe spotkanie, Pokojówka na salonach, Miłość w spadku, Rodzinny sekret, dobrze znanych wielu czytelnikom. Powieści  traktują o perypetiach uczuciowych bohaterów, tematem jest głównie miłość, taka o wielorakich odcieniach, temat wdzięczny i niewyczerpany, w którym autorka najlepiej się odnajduje. Inspiracją do pisania powieści dla kobiet i o kobietach była twórczość  Danielle Steel. Bohaterowie  książek to zazwyczaj osoby  fikcyjne,  ale niekiedy mają swoje odniesienie do osób rzeczywistych, będących wśród nas. Debiut literacki pisarki dostarczył  wielkiej satysfakcji podobnie jak każda kolejno wydawana książka. Pisanie będące pasją, spełnieniem marzeń nie jest dla autorki przeszkodą w prowadzeniu domu, pracy zawodowej i byciu żoną i mamą. Z wdziękiem i szczerze autorka opowiadała o swojej codzienności, o tym jak wygląda proces twórczy/ te niezmierzone ilości kartek  tu i tam, kartek, których nie wolno ruszać…/, a potem komputer i dalsza praca nad powieścią, o podejmowaniu prób stworzenia innej gatunkowo książki, która zapewne  będzie książką dla dzieci, pełną fantazji i zmyśleń. Książki Agnieszki Rusin czytane są nieprzerwanie w naszej bibliotece. Zachęcamy następnych odbiorców do zapoznania z twórczością śremianki, a w międzyczasie  do zajrzenia facebookowy  Romantyczny  Zakątek Agnieszki Rusin założony przez fanki jej twórczości. Życzymy wielu wrażeń podczas udziału w tegorocznych Warszawskich Targach Książki.

Poniżej fotorelacja z klimatycznego wieczoru z autorką.

Spotkanie dnia 20 lutego 2017

"Matka Makryna" Jacka Dehnela  była tematem naszego ostatniego spotkania. Autor sportretował w niej XIX - wieczną oszustkę Makrynę Mieczysławską.

Podawała się za przełożoną klasztoru bazylianek w Mińsku, prześladowaną i torturowaną przez Rosjan za odmowę przejścia na prawosławie. Oszustka była wdową po rosyjskim żołnierzu, Julią Wińczewą, nie była zakonnicą, tylko szafarką w klasztorze, pomagającą przy wydawaniu posiłków. Poniżaną i bitą przedtem przez męża. Chcąc odbudować swoje życie szacunek do siebie i zdobyć pozycję wymyśla historię o prześladowaniach, męczeńskiej śmierci mniszek, wygnaniu. Z taką historią staje w Poznaniu przed biskupem. Ze łzami w oczach, na klęczkach opowiada o swoich cierpieniach. I tu trafia na podatny grunt (Polska była pod zaborami, duża część inteligencji na emigracji), Makryna zostaje przewieziona do Paryża. Spotyka się z naszymi wielkimi emigrantami - Mickiewiczem, Słowackim, Krasińskim.

Wystarczyły łzy w oczach, słowa: męczeństwo, Bóg, Moskale, Ojczyzna i za ich pomocą w Paryżu zaadoptowała się łatwo. Spotkała się z papieżem, została w Rzymie przełożoną specjalnie dla niej utworzonego klasztoru, i do śmierci cieszyła się szacunkiem i popularnością wśród emigrantów. Zmarła w 1869r. - a 50 lat po jej śmierci wyszło na jaw, że to oszustka. Wprawdzie rosyjska dyplomacja domagała się wyjaśnienia sprawy mówiąc, że prześladowania nie miały miejsca, dopiero po pół wieku sprawa się wyjaśniła i stanowi wstydliwą kartę w naszej historii.

Historię Makryny autor napisał archaicznym językiem, ale zamieszczony na końcu słowniczek pomaga w zrozumieniu niektórych słów, a Jacek Dehnel w książce o Makrynie Miecznikowskiej szarga kult  polskiego cierpiętnictwa. Mówi, jak łatwo było zawładnąć umysłami wybitnych Polaków za pomocą zmyślonej historii, popartej sloganami, których wszyscy chętnie słuchali, no i sprytnych manipulacji.

A na koniec trochę cytatów:

Gdybyś raz usłyszał jęki matki Polki, to byś sen stracił. Masz w Makrynie żywą skargę narodu. Na twarzy wyryte są cierpienia Ojczyzny.

Adam Mickiewicz

Zadrżałem - tak się ta święta podniosła,
I z takim gestem - spalona cała,
Polskim duchowym językiem śpiewała
I w słowach, niby rozognionych, rosła      

Juliusz Słowacki

 

[ Ewa Skoczeń ]

 

Spotkanie 12.12.2016

Ostatnie spotkanie d k k upłynęło na rozmowach o minionych dniach, miesiącach. Wspominano szczególne wydarzenie w jakim  uczestniczył śremski klub czyli Literacki Woodstock w klimatycznym Wrocławiu, światowej stolicy kultury. Obdarowane wzajemnymi życzeniami świąteczno – noworocznymi oraz najnowszym tomikiem poezji młodych twórców pt. W sennym ogrodzie… rozstałyśmy się na kilka tygodni, aby z Nowym Rokiem móc znów spotykać się na rozmowach o książkach.

Spotkanie 21.11.2016

Poniżej recenzja omawianej ostatnio w klubie książki pod znamiennym tytułem „ Nie myśl,

że książki znikną” autorów Jean Claude Carriere, Umberto Eco Jean-Philip de Tonnac.

 Według badań Biblioteki Narodowej i Polskiej Izby Książki z 2015r dotyczących czytelnictwa w Polsce,

prawie 63% Polaków nie dotknęło żadnej, nawet cieniutkiej książki. W ogóle  nie miało kontaktu ze słowem pisanym.

Tak... to bardzo przykre stwierdzenie. Potworne statystyki dla miłośników literatury.

W takich czytelnikach jak ja, czyli czytających 4 książki w miesiącu mogą wywołać nocne koszmary.

Po przeczytaniu tego sprawozdania przyszły mi do głowy chore myśli  o końcu ery czytania.

Naszły mnie wizje palenia książek, zamknięcie bibliotek i wydawnictw, po prostu wielka czytelnicza tragedia.

Czy może istnieć świat bez książek ? Wizja to czy realne zagrożenie?

A może to efekt daleko posuniętej i ciągle rozwijającej się techniki życia?!

Czy rzeczywiście grozi nam  zagłada książek? Wiadomo przecież, że od wieków książki unicestwiały pożary, palono je na stosach i poddawano cenzurze. Narażone były na pastwę ludzkiej ignorancji i głupoty.

A to co zostało, jest ledwie strzępem twórczości minionych pokoleń.

Przerażona nie na żarty, wzięłam się za czytanie książki Jeana - Claude'a  Carriere'a i Umberta Eco pt." Nie myśl, że książki znikną"

Umberto Eco to włoski językoznawca, filozof, mediewista, pisarz, eseista i krytyk literacki.

Natomiast Jean-Claude Carrière to francuski pisarz, scenarzysta i aktor.

Ich wspólnym mianownikiem wydaje się być pisarstwo. Ale to tylko pozory, bo to co ich łączy naprawdę to wielka, nieskończona miłość do książek.

Każdy z nich przez całe swoje życie zbiera rzadkie wydania książek.

Obaj posiadają imponujących rozmiarów prywatne biblioteki, bo zawierających kilkaset tysięcy egzemplarzy, z których olbrzymia większość to białe kruki.

Pierwsze wydania, wydania ograniczone, książki zakazane, ostatnie egzemplarze, a przede wszystkim cuda literatury światowej. Kolekcja, o której marzy każdy czytelnik.

" Nie myśl, że książki znikną "to rozmowa o czytelnictwie i książkach,którą przeprowadził Jean-Philippe de Tonnac.

Dwaj bibliofile, Umberto Eco i Jean-Claude Carriere, diagnozują zjawiska współczesnej kultury, to znaczy internet i elektroniczne nośniki pamięci, oraz ich wpływ na tradycyjną formę książki drukowanej.

Według autorów " Nie myśl, że książki znikną", nowe formy, choć coraz bardziej powszechne i coraz częściej używane, nie wyprą tradycyjnych woluminów.

Zastanawiam się czy ta dość optymistyczna wizja nie jest jednak tylko marzeniem lub pobożnym życzenem intelektualistów?

Z drugiej strony myślę, że jeżeli mam komuś zaufać w kwestii czytania, to z pewnością Jean-Claude Carriere i Umbert Eco są autorytetami w tej dziedzinie.

Jak już wspomniałam wcześniej „Nie myśl, że książki znikną” to zapis dyskusji, a właściwie wywiadu.

Tytuł mówi już sam za siebie i zarazem stanowi bardzo optymistyczną odpowiedź pytanie: "czy w dobie postępującej cyfryzacji i ogólnie pojętej technizacji codzienności, książka ma szansę przetrwać?”

Zarówno dla Eco, jak i dla Carrière odpowiedź jest oczywista. Książki nie znikną nigdy. Dlaczego? bo są doskonałym wynalazkiem i perfekcyjnym nośnikiem, którego nikt i nic przez całe wieki nie było w stanie pokonać.

Mogą zmieniać się technologie i mogą powstawać nowe nośniki, ale oczywiste jest, że nic nie pokona tradycji, bo w odróżnieniu od tych „cudów” książki są trwałe i są w stanie przetrwać każdy okres czasu jednocześnie nie tracąc swojej ważności.

I właśnie dzięki tej dyskusji sama doszłam do pewnych wniosków, które skonfrontowałam z  wnioskami przygotowanymi przez Bibliotekę Narodową i Polską Izbę Książki.

Badania te są przeprowadzane na trzech tysiącach osób w różnym wieku i różnym poziomie intelektualnym, zakładam że w różnych środowiskach.

Cóż...myślę, że to zaskakująco mało, biorąc pod uwagę, że zasięg wiekowy ma rozpiętość od piętnastego roku życia wzwyż.

Zadaję sobie pytanie; "czy naprawdę jest aż tak mało czytelników w Polsce?"

Obserwując ludzi wokół siebie, rozmawiając z  przyjaciółmi, rodziną i znajomymi dochodzę do wniosku, że wychodzi na to, iż  czytelników jest więcej niżby się wydawało. I to różnych grupach wiekowych i różnych środowiskach.

Nie można uogólniać, bo uogólnienia są zazwyczaj  krzywdzące i te statystyki tylko potwierdzają regułę.

Tradycyjna książka się nie poddaje. W miejskich środkach transportu i na przystankach, można zobaczyć osobę, która trzyma książkę w ręku. I to nie jedną taką osobę, ale co najmniej kilka. Jak nie kilkanaście w ciągu dnia.

W naturze mam książkowe podglądactwo i jak mam okazję to uwielbiam patrzeć na okładki, by dowiedzieć się co kto czyta. Patrzę też na objętość. Ludzie czytają bardzo różne pozycje od romansów, biografii, historycznych po kryminały.

I czytają nie tylko w czasie podróży. Ludzie czytają w pracy, w przerwie na obiad, w parkach, w kawiarniach przy kawie,

siedząc na ławeczkach na promenadzie czy między zajęciami lub lekcjami.

Nie ma dnia, nie ma miejsca, żebym nie minęła kogoś z książką, nie mówiąc już o technologicznych nowinkach, jak czytniki, tablety i smartfony których jest coraz więcej, a które jako nośniki propagują czytanie.

Obserwując to wszystko wiem, że z pewnością książka  przetrwa i tak jak Umberto Eco i Jean-Claude Carrière,nie mam żadnych wątpliwości, że przetrwa pod swoją tradycyjną postacią i tą unowocześnioną.

A razem z nią, albo tuż za nią podąży w przyszłość uradowany czytelnik, bo czytelnik tak samo jak książka nie zniknie nigdy.

[ Małgorzata Stencel – Kaczmarek ] 

9.11.2016 - WIELKOPOLSKIE DEBIUTY LITERACKIE

Mila Rudnik autorka książki "Miłość przychodzi z deszczem" oraz Ewa Przydryga autorka książki "Motyle i ćmy" były gośćmi spotkania autorskiego w bibliotece 9 listopada 2016 roku. Książki intrygują zarówno tytułem jak i wyglądem, są obietnicą dobrej literatury i tak jest w przypadku obu powieści, różnych gatunkowo, a jednak bliskich sobie tematycznie.
Śrem zyskał w osobie Mili Rudnik kolejną powieściopisarkę, a obie panie zachwyciły kunsztem pisarskim. Aż trudno uwierzyć, że ich utwory są debiutami literackimi. Są to dojrzałe powieści traktujące o dokonywaniu trudnych wyborów. Wyróżniają się zgrabnie poprowadzoną akcją, intrygującymi losami bohaterów. Dramat i romans w jednym, treści pobudzające do refleksji, zadawania pytań, tajemnice, brak jednoznacznych odpowiedzi. Podejmują kwestie moralności, odpowiedzialności, pozostawiają niedosyt, prowokują do rozmyślań, wydawania osądów, zastanowienia nad postępowaniem każdego z nas. Traktują o nieodwracalności pewnych decyzji, a w książce Ewy Przydrygi dramat okraszono dodatkowo wątkiem sensacyjnym. Obie pisarki zwracają uwagę na znaczenie rodziny, jako tej, która pomaga w dramatycznych okolicznościach, ale też po części przyczynia się do osobistej tragedii bohaterów. Autorki dzieliły się odczuciami jakie im towarzyszyły po publikacji ich książek, mówiły o radości ze spełnienia marzenia jakim jest pisanie, o prawdziwej sytuacji mającej miejsce w Cannes, która stała się udziałem pani Ewy i dała początek powieści, o podróżach w mniej znane zakątki pięknej Prowansji. Podróże, kryminalistyka, złożoność psychiki ludzkiej oraz książki to pasje autorek. Rozstając się z Wielkopolankami życzyliśmy, aby można było mówić o ich pisarstwie słowami znanego polskiego literaturoznawcy prof. Stefana Chwina „…Piękne jest takie pisanie, które wzbudza w czytelniku przeżycia estetyczne. Sięgając po książkę chcemy być uwiedzeni, oczarowani przez piękno (jakkolwiek byśmy je pojmowali)”.

[ Lidia Tomczak ]

 

Mila Rudnik – z wykształcenia ekonomistka, kocha książki i podróże zawsze chciała pisać, debiutowała w 2015 roku powieścią psychologiczno – obyczajową „Miłość przychodzi z deszczem”. Ewa Przydryga autorka thrillera psychologicznego „ Motyle i ćmy” ukończyła filologię angielską, uczy języka angielskiego, tłumaczy, pasjonatka podróży oraz kryminalistyki, wydała swoją pierwszą powieść w bieżącym roku. Spotkanie z autorkami odbędzie się dnia 9 listopada o godz.18.00 w B G przy ul. Grunwaldzkiej 10. Zaproszenia do odbioru w wypożyczalni dla dorosłych.

 - mila_przydryga-m.jpg

Spotkanie dnia 24.11.2016

Ostatnio czytana przez nas w Klubie DKK książka to wspomnienia z dzieciństwa Mahdur Jaffrey "Wśród mangowych drzew". To historia jej ogromnej rodziny indyjskich urzędników - specjalnie dla nich Brahma stworzył kastę o nazwie KAJASTHA.

Książka dzieje się  w latach dwudziestych X X w. czasach historycznie dla Indii niestabilnych. Odzyskanie niepodległości - odpadł klejnot z korony brytyjskiej, a także krwawe zamieszki i oddzielenie się Pakistanu stanowią tło powieści. Dotąd w Indiach wpływy hinduskie i muzułmańskie mieszały się i ludzie egzystowali w spokoju.

Na tym bogatym w wydarzenia historyczne tle mamy wielką rodzinę - mnóstwo synów, żon, dzieci, kuzynów i nad nimi głowa rodziny - dziadek. Poznajemy ich życie, zwyczaje, kłótnie i zabawy (książka pisana jest z punktu widzenia dziewczynki i młodej dziewczyny ). Zarazem jest to książka pełna zapachów. Czytając czujemy słońce i wszechobecny zapach przypraw. Czujemy prawie smak potraw bogatej kuchni indyjskiej. Właśnie smaki są tu najważniejsze - i te dosłowne i te metaforyczne, rozumiane jako wspomnienia z chwil, które już nie wrócą.

Nie brakuje też w książce momentów humorystycznych. Szczególnie przypadł mi do serca opis wyjazdu na biwak. Sposób w jaki zapakowano do dwóch samochodów cały potrzebny sprzęt - dywany, obrusy, piecyki, kosze z jedzeniem i jeszcze około 30 osób warstwowo! działa na wyobraźnię.

A ja zachowałam sobie oryginalny przepis na garam masalę i na pewno spróbuję tej mieszanki, porównując z gotową, kupioną w sklepie.

 

 [ Ewa Skoczeń ]

 

- img_20161024_162348.jpg

 

Spotkanie 19.09.2016

Szczepan Twardoch Morfina

Konstanty Willemann, warszawiak, lecz syn niemieckiego arystokraty i spolszczonej Ślązaczki, niewiele robi sobie z patriotycznych haseł i tradycji uświęconej krwią bohaterskich żołnierzy. Jest cynikiem, łajdakiem i bon-vivantem. Niewiernym mężem i złym ojcem.

Konstanty niechętnie bierze udział w kampanii wrześniowej, a po jej klęsce również wbrew sobie zostaje członkiem tajnej organizacji. Nie chce być Polakiem, nie chce być Niemcem. Pragnie jedynie zdobyć kolejną buteleczkę morfiny i żyć swoim dawnym życiem bywalca i kobieciarza.

Przed historią jednak uciec się nie da.

Szczepan Twardoch w Morfinie osiągnął rzecz rzadką w polskiej prozie - wykreował antybohatera, którego nie sposób nie lubić. Młody pisarz tak jak najwięksi – Witkacy, Gombrowicz, Littell – potrafi ukazać słabego, rozdartego człowieka wplątanego w wielką historię.

Szalona, transowa i odważna powieść.

źródło opisu: Wydawnictwo Literackie, 2012

 

Spotkanie 22.08.2016

 Pensjonat Piotra Pazińskiego

 "Bohater odwiedza miejsce, gdzie jako dziecko bywał z babcią - żydowski dom wypoczynkowy pod Warszawą, dawniej pełen życia, dziś zaludniony duchami przeszłości. Stwarzając na nowo rzeczywistość, która zaginęła w odmętach czasu, Piotr Paziński unika patosu, za to sprawnie operuje ironią i humorem. To powiastka filozoficzna o trwaniu, przemijaniu i rozpadzie, a zarazem literacki obrzęd wskrzeszania pamięci. Pierwszy w Polsce literacki głos trzeciego pokolenia po Holokauście." (Justyna Sobolewska, "Polityka", 30 lipca 2009)

 Piotr Paziński urodził się w 1973 roku w Warszawie. Absolwent filozofii na Uniwersytecie Warszawskim, doktor nauk humanistycznych (Instytut Badań Literackich PAN). Od 2000 roku jest redaktorem naczelnym miesięcznika "Midrasz". W 2005 ukazała się jego monografia o Ulissesie Jamesa Joyce'a zatytułowana Labirynt i drzewo. Jest współtwórcą Dni Książki Żydowskiej. Pisze, tłumaczy, zajmuje się filozofią judaizmu i tematem żydowskim w literaturze. Od czasu do czasu ogłasza teksty w rozmaitych czasopismach i notuje liczne niezrealizowane pomysły. Pensjonat to jego debiut literacki.

 Źródło: www.nisza-wydawnictwo.pl

Książka została nominowana do Nagrody Literackiej "Nike 2010"

LITERACKI WOODSTOCK  D K K WE WROCŁAWIU

Minęło 10 lat od powstania Dyskusyjnych Klubów Książki i właśnie teraz, kiedy Wrocław pełni rolę Europejskiej Stolicy Kultury, przedstawiciele D K K z całej Polski otrzymali zaproszenie na spotkanie w kręgu literatury i muzyki.

Celem zlotu było uhonorowanie członków Dyskusyjnych Klubów Książki przez zaproszenie tysiąca z nich wraz z Instytutem Książki na wielkie wydarzenie artystyczne, „Literacki Woodstock”, gdzie mogli wziąć udział w spotkaniach z pisarzami, publicznych czytaniach i koncertach, poznać się i wymienić doświadczeniami. Śremski klub reprezentowały 4 osoby i jak zapewniają zabawa była przednia i mogłaby trwać dłużej, ale cóż…

Zachęcone programem, ciekawe i pełne oczekiwania na spotkanie ludzi tak samo "głodnych" dobrej literatury jak my, rankiem 27 lipca br. pomarańczowym autokarem z miłym  Panem kierowcą wyruszyłyśmy ze Śremu do Wrocławia na zlot  członków D K K.

Podróż nie była prosta i krótka, ponieważ po drodze z Poznania zabieraliśmy członków klubów, z Jarocina i Kępna więc dojazd zajął nam około 8 godzin. Nic jednak nie było w stanie zniechęcić nas do udziału w tak ważnym dla nas wydarzeniu. Późnym popołudniem dotarłyśmy do miejsca noclegu akademika "Labirynt". Nazwa okazała się niezwykle trafiona, gdyż nie łatwo było w nim się odnaleźć. Nasza koleżanka Ewka nie raz "wpadała" do pokoju koleżanek myląc ich drzwi z drzwiami łazienki czy kuchni.

Następnego dnia rano zaopatrzone w dobry humor, wygodne buty i parasole udałyśmy się naszym pomarańczowym "wesołym" busem na miejsce zlotu by wspólnie uczestniczyć w warsztatach, wykładach, czytaniach i spotkaniach autorskich. Festiwal odbywał się na terenie Wyższej Szkoły Oficerskiej Wojsk Lądowych, wśród przepięknej zieleni, uroczych stawków i malowniczych widoków.

Tego dnia spotkaliśmy się z Carlą Montero – hiszpańską pisarką, autorką m.in. Wiedeńskiej Gry, Szmaragdowej Tablicy. Poza tym, że odpowiadała na wszystkie pytania swoich fanów, mieliśmy niepowtarzalną okazję wysłuchać fragmentów jej opowiadań, do tej pory nietłumaczonych na język polski.

Czwartkowy wieczór zakończył bankiet " pod chmurką" i koncert  Pablopavo & Ludziki. Twórcy „Dancingowej piosenki miłosnej” szybko rozruszali publiczność. Nasza koleżanka Ela okazała się najlepszą tancerką koncertu, a my nie potrafiłyśmy odmówić sobie podrygiwań w rytm muzyki.

Podczas gali  wyróżniono także autorów najchętniej czytanych w klubach. W kategorii literatura piękna,  Jacka Dehnela i Wiesława Myśliwskiego, literatura dla dzieci i młodzieży Barbarę Kosmowską, a literatura faktu Jacka Hugo – Badera…

Kolejnego  dnia odbyło się spotkanie z największą gwiazdą festiwalu – Ildefonso Falconesem, hiszpańskim pisarzem, dobrze znanym polskim czytelnikom. Katedra w Barcelonie, której fragmenty zaprezentowano na festiwalu, już niebawem będzie miała swoją kontynuację o czym zapewnił autor. Gościem Woodstocku była także  Olga Tokarczuk – jedna z najbardziej cenionych na całym świecie polskich pisarek swojego pokolenia.

Nie pominęłyśmy też spotkania autorskiego z Danutą Wałęsą, która mówiła nie tylko o życiu z mężem, ale też o własnej przemianie i roli kobiet w XXI wieku. Przy okazji odczytano fragmenty wspomnień Danuty Wałęsy pt. "Marzenia i tajemnice" wydanej w 2011 r.

W czasie trwania Woodstocku mieliśmy niebywała okazję i przyjemność spotykania się z autorami, dziennikarzami, twórcami i pomysłodawcami programu, który funkcjonuje od 10 lat.

Na zlot zaproszono całą galerię popularnych, uznanych twórców, którzy prowadzili rozmowy na tematy dominujące w literaturze. Mówiono więc o opisaniu światów, o romansie z tekstem, byciu kobietą, o świetnych a przegapionych, literaturze Afryki i Azji, Ameryki Łacińskiej, anglosaskiej i skandynawskiej. Opowiadano  o fenomenie kryminałów skandynawskich ale także o biografiach  oraz literaturze dziecięcej. Były spotkania z polskimi „kryminalistami” Markiem Krajewskim i Marcinem Wroną.

Trudno wymieniać tutaj wszystko, krąg tematyczny był zbyt rozległy, żeby być wszędzie, niemniej mogliśmy na żywo przyjrzeć się twórcom, posłuchać co mają nam do przekazania.

Zlot kończył  się bardzo ważnym akcentem jakim było zaśpiewanie hymnu książki. Wiersz Tadeusza Różewicza zatytułowany „Włosek poety” stanowi tekst oficjalnego światowego hymnu książki UNESCO. Muzykę do utworu skomponował Jan Kanty Pawluśkiewicz.

W sobotę 30 lipca br. na rynku we Wrocławiu odbyło się pierwsze, wykonanie utworu  pod czujnym okiem samego kompozytora i kamer  telewizyjnych, oczywiście z naszym udziałem. To było wyjątkowe przeżycie.

Ćwiczenia, próby  i nauka hymnu odbywały się codziennie na terenie zlotu, jako członkowie DKK brałyśmy w nich czynny udział, pomogły nam później w poprawnym i entuzjastycznym wykonaniu utworu, który odtąd będzie wybrzmiewał, w każdej europejskiej i zapewne światowej stolicy kultury w następnych latach. Warsztaty, spotkania i uroczysty bankiet odbywały się pod chmurką w specjalnie przygotowanych namiotach i na wielkiej scenie.

No i kto  powiedział, że wyjątkowa atmosfera, cudowni ludzie, artyści i niezapomniane przeżycia to wyłącznie domena wielkich koncertów muzycznych? Literacki Woodstock udowodnił, że równie dobrze bawić się można w rytmie… wertowania stron książek!

Ale… ale.. nasz wyjazd to nie tylko spotkania w kręgu kultury. W wolnym czasie udało nam się zobaczyć piękno Wrocławskiej Starówki i Ostrowa Tumskiego. Przejść po wielu mostach, przepłynąć stateczkiem po Odrze i jej dopływach, oraz zobaczyć takie wyjątkowe miejsca jak Afrykarium, Panoramę Racławicką, Ogród Japoński czy Tańczące Fontanny. Klimatyczne miasto, gdzie stare nie kłóci się z nowym, a wszystko zgrabnie i ze smakiem połączone, czym można się zachwycać za dnia i nocą, a do tego wszystkiego urokliwe krasnale, które towarzyszyły naszym wędrówkom po mieście. Bawiły się z nami w chowanego, znajdowałyśmy je w różnych zakamarkach ulic i budowli, były to tu to tam. Spotkałyśmy 35 wrocławskich Krasnali, a każde spotkanie udokumentowałyśmy na zdjęciach. I jeszcze  coś co zadziwiło nas we Wrocławiu, otóż miasto to ma również kolejkę linową dzięki której można przeprawić się na drugi brzeg rzeki.  Czerwone wagoniki kursują łącząc dwa kampusy akademickie.  Jeden z nich  pełen okrągłych otworów na zewnątrz nazwano serowcem. Nasz zachwyt  miastem nie byłby możliwy bez talentu Małgosi, która zgrabnie nawigowała mapą prowadząc nas w  nieznane.

Po pięciu dniach z wielkim żalem opuszczałyśmy Woodstock Literacki we Wrocławiu i poznanych tam ludzi. Ale zabierałyśmy z sobą bagaż pełen wrażeń, wspomnień i nowych znajomości.

Cóż.. powiedziałybyśmy na koniec, że nic tak nie łączy ludzi jak czytanie, wierzymy, że Dyskusyjne Kluby Książki  przetrwają przynajmniej następne 10 lat i znów spotkamy się  by uczcić kolejną  rocznicę  ich powstania...Poniżej zapraszamy na kilka fotograficznych migawek ze zlotu

Małgosia, Ewka, Lidka

 


 

Spotkanie dnia 20.06.2016

Czasem nie chcę wiedzieć za wiele, zanim otworzę książkę. Każdy kto dużo czyta wie, że nie zawsze nagrody idą w parze z dobrą literaturą. Wie, że  nie należy wybierać książki kierując się  opisem lub recenzją, bo bywają bardzo subiektywne.

Biorąc do ręki " Żonę tygrysa" wiedziałam tylko że Tea Obreht mieszka w Stanach Zjednoczonych, a urodziła się w byłej Jugosławii oraz to, że Jej debiut literacki - fragment powieści "Żona tygrysa", opublikowany w "New Yorkerze" - zdobył w 2010 r. pierwsze miejsce na liście Najlepszych Amerykańskich Lektur Nieobowiązkowych, że została wybrana przez  amerykańską Narodową Fundację Książki jako jedna z pięciu najlepszych autorów w wieku do 35 lat, że Jej powieść uzyskała tytuł Najważniejszej Książki  2011roku, a w Polsce dostała nagrodę za Najlepszą Książkę roku 2012.

Znając wiek autorki nie spodziewałam się jednak dojrzałej i interesującej lektury w związku z tym zabierałam się do niej, jak przysłowiowa "żaba do jeża". I przeżyłam przepiękną, choć momentami okrutną, ale niezwykle realistyczną bajkę na jawie.

Akcja rozgrywa się na terenie dawnej Jugosławii, która po rozpadzie zamieniła się w kilka mniejszych i większych państw i państewek. Dokładnie nie wiemy, w którym z nich ma miejsce akcja.

Natalia jedna z głównych bohaterek wiele razy przekracza granice państewek, a przejeżdżając przez nie nawiązuje do historii swojej ojczyzny, wiele razy zanurza się we wspomnienia i opisuje nam, co w danym miejscu znajdowało się lub działo jakiś czas temu, czyli przed wojną.

Natalię jest młodą lekarką i wolontariuszką. Poznajemy ją w trudnym dla niej okresie, bo w momencie gdy umiera jej ukochany dziadek, a ona jest daleko od domu, rozwożąc szczepionki do zniszczonych i przepełnionych po wojnie  sierocińców.

Ta podróż staje się pretekstem do opowieści o dniu codziennym wspaniałych, ale biednych ludzi, o życiu w okaleczonych po bratobójczej wojnie krajach. Podróż jest także opowieścią o cudownym, upartym, mądrym człowieku, jakim był dziadek Natalii, jest także okazją do opowieści o dojrzewaniu, miłości, śmierci i umiejętności jej oswojenia.

Każdy rozdział to jakby odrębna historia a jednak wszystkie są połączone tworząc całość.

Historia Jugosławii poprzeplatana jest mitami, wtrętami kulturowymi, nawet kulinarnymi. Taki bałkański misz masz, który o dziwo idealnie ze sobą współgra. Autorka pisze prostym językiem, który sprawia, że powieść się po prostu pochłania, nie można się od niej oderwać.

Jest to na pewno opowieść inna niż dotychczas przeze mnie czytane. Opowieść pełna magii i tajemnicy oraz bólu; opowieść, w której można się zanurzyć i zapomnieć tak jak w całych Bałkanach. Bałkanach których historia jest bardzo zagmatwana, które cechuje wielokulturowość, tolerancja, ale też odwieczne zatargi.

Autorka pokazuje Kraj którego nie złamała ll wojna światowa. Po wojnie wszystko zaczęło wracać do normalności. Symbolem są zwierzęta z Zoo które powróciły na swoje miejsce i uporządkowany rytuałami świat wielu ludzi mógł funkcjonować dalej.

Ten Kraj złamała i rozbiła doszczętnie Wojna Domowa, symbol to zwierzęta pożerające swoje łapy, ogony, partnerów i swoje młode. Po tej wojnie blizny nie zagoją się tak szybko, a może nawet nigdy.

[Małgorzata Stencel – Kaczmarek]

Spotkanie dnia 18.04.2016

Nieszczególnie lubię pisarzy niemieckich piszących kryminały wzorując się na kryminałach skandynawskich. Jednak postanowiłam spróbować ją przeczytać.

Powieść  zaczęła się dość ciekawie. Pewien mężczyzna dojeżdża codziennie do pracy pociągiem podmiejskim. Trochę z nudy, trochę z ciekawości obserwuje widok za oknem. I tu trafiłam już na podobieństwo do twórczości skandynawskiej, obszerne opisy przyrody i otoczenia. Tak więc nasz bohater obserwując krajobraz za oknem,mija codziennie dom na obrzeżach Frankfurtu nie co oddalony od pozostałych w którym mieszka piękna kobieta. Niekiedy widzi ją przed domem, niekiedy wracając w oświetlonym pokoju lub kuchni przez okno. Aż pewnego dnia przejeżdżając zauważa jej zwłoki na podjeździe. Przejęty zgłasza to policji.

I tu do akcji wkracza komisarz Robert, który prowadzi śledztwo w sprawie dziwnej śmierci młodej dentystki którą znaleziona po zgłoszeniu przed jej domem. Cóż KOMISARZ  ROBERT  MARTHALER. niezwykle przypomina innego bohatera, znanego czytelnikom skandynawskich kryminałów KURTA  WALLANDERA ( Mankella). Też jest zgorzkniały, zmęczony, przepracowany z  nadwagą i nieudanymi związkami uczuciowymi. Jako czytelniczka wolałabym bohatera wysportowanego, zadowolonego, wypoczętego i z dużą dozą dobrego humoru, otoczonego udaną rodziną. No ale cóż....prawo autora.

W powieści pojawia się wiele wątków i to chyba jest jej najsłabsza strona, bo mam wrażenie że autor chce opisać dzieje każdej pojawiającej się postaci co powoduje odciągnięcie uwagi czytelnika od głównego wątku powieści. Moim zdanie to jest zbędne i powoduje że powieść jest chaotyczna i nudna. Akcja toczy się dalej, pojawiają się kolejne trupy,  a do sprawcy, który staje się coraz bezwzględny wcale nie jest bliżej.

I tak do końca powieści, która wcale nie jest zaskakujący ani satysfakcjonujący czytelnika. N..u..d..a....

Jedyne co można powiedzieć na plus tej powieści to bardzo dokładnie i plastycznie opisane zakątki Frankfurtu. Od razu widać że autor mieszka tam wiele lat i lubi spacerować.

[ Małgorzata Stencel-Kaczmarek ]

 

Lektura książki Jana Seghersa Panna młoda w śniegu dostarczyła nieco dreszczu emocji aczkolwiek wg mnie była to proza przeciętna, nie wnikam w jej walory artystyczne, ale oczywiście to zdanie będzie subiektywne. W ostatnim czasie czytałam kilka znacznie ciekawszych pozycji, które mogłabym polecić każdemu, a najbardziej debiut literacki pt. Dobry kłamca oraz Szczęście do wzięcia. Powieści obyczajowe wspomniane wcześniej są tak napisane, że nie sposób oderwać wzroku od nich,. Akcja jest tak zbudowana, że do końca nie wiadomo czym jeszcze można zaskoczyć odbiorcę.

Niemniej mimo wszystko polecam ją do przeczytania bowiem jak wiemy gusty są różne i nie należy z nimi dyskutować. Miłej lektury.

[Lidia Tomczak ]

 

Spotkanie dnia 22.02.2016

Kolejne spotkanie pasjonatów czytania  zdominowała literatura ale także imieniny Małgosi. Tort solenizantki osładzał nasze refleksje nad książką Andrzeja Stasiuka. Poniżej fragment recenzji oraz fotorelacja ze spotkania.

"Wschód" Andrzeja Stasiuka

Najnowsza książka Andrzeja Stasiuka wpisuje się w tę część twórczości pisarza, którą można by nazwać eseistyczną prozą podróżniczą. Autor jest obecny w tekście, to jego refleksje i spostrzeżenia poznajemy, to on był w tych miejscach, o których czytamy. Myliłby się jednak ten, kto sytuowałby tę książkę przede wszystkim w kontekście odbytej podróży na tytułowy Wschód – do Rosji, do Chin, ale i na wschodnie obrzeża Polski ( … )

http://ksiazki.onet.pl/recenzje/wschod-andrzeja-stasiuka-recenzja/nqtdj

Spotkanie dnia 18.01.2016

Pierwsze w nowym 2016 roku spotkanie klubu książki przebiegało na rozmowach o różnych tytułach. Spotkanie zdominowała tematyka tych najbardziej ulubionych książek, do których wracamy z sentymentem, które nigdy się nam nie znudziły i niezmiennie się nam podobają.

 

Spotkanie DKK dnia 7.12.2015
Odbyło się ostatnie w tym roku spotkanie Dyskusyjnego Klubu Książki. Rozmowa dotyczyła, m.in., utworu Stefana Hertmansa "Wojna i terpentyna". 

Pisarz i poeta z Flandrii. Wychował się w rodzinie wielopokoleniowej, gdzie duży wpływ na wychowanie mieli dziadkowie. Jego dziadek był człowiekiem skromnym i cichym, którego wielką pasją było malarstwo. Zabierał wnuka do galerii, muzeum, czy na długie spacery po mieście i opowiadał historie ze swego długiego życia, ponieważ dożył 90 lat. To on wpajał wnukowi zasady moralne i był niepocieszony gdy ich stosunki rozluźniły się w czasie studiów Stefana. Nie mógł znieść tego że wnuk miał lewicowe poglądy i słuchał jazzu. Ostatnie lata życia dziadek Stefana Hertmansa poświęcił na spisanie swojej historii i oddał zapiski wnukowi. Po śmierci dziadka, Stefan długo nie mógł zabrać się za napisanie książki, postanowił zrobić to  na 100 rocznicę wybuchu I Wojny Światowej. I tak powstała książka którą przetłumaczono na 16 języków.
Powiedział " nie poznamy samych  siebie,  dopóki nie spróbujemy zrozumieć naszych przodków "

Stefan Hertmans napisał poruszającą powieść opartą na wspomnieniach swojego dziadka, który w dzieciństwie doświadczył biedy, pracował w kuźni i fabryce metalu, walczył podczas I Wojny Światowej, a potem został malarzem kopistą.
Autor podzielił ją jakby na 3 części.

Pierwsza to dzieciństwo i wczesna młodość dziadka oraz losy jego rodziców.
Dziadek urodził się pod koniec 19 wieku jako jedno z 5 dzieci w rodzinie biednego, chorowitego malarza. Jego matką była  piękna, pochodząca  z rodziny kupieckiej i jak na owe czasy wykształcona kobieta, która poświęciła wszystko i poślubiła miłość swojego życia.

Druga część to traumatyczne przeżycia związane z uczestnictwem w Wielkiej Wojnie. Dramaty, strach, śmierć towarzyszy broni,bezsilność i ból, powodujące trwałe okaleczenie umysłu żołnierzy walczących w obronie swego kraju przez który przetacza się front walk.

Trzecia część to życie dziadka po powrocie z wojny. Reszta życia.
Jednocześnie przez całą książkę przewija się narracja współczesna, dochodzenie autora do prawdy o dziadku, rozwijanie pamiątek, poznawanie i zachwyt obrazami i muzyką, ważnymi dla dziadka.

Każda z trzech części wyzwala w czytelniku inne uczucia.
Bardzo duże wrażenie robi druga część. Okres wojenny  z opisami okopów, rozerwanych ciał, smrodu, brudu, szczurów,pełna bólu i cierpienia. Czytając tę część ma się wrażenie ze dziadek autora nie był świadomy jak wielkim bohaterstwem się wykazał robiąc to wszystko czego nikt inny nie chciał się podjąć. Wojna zmienia ludzi, wyzbywają się złudzeń i przewartościowują własne życie. Wojna widziana oczyma żołnierza to nie suche fakty, nazwy miejscowości, czy nazwiska dowódców. To wydarzenia takie jak gdy Niemcy wystawiają  płaczące dziecko na polu walki, by zabić każdego kto spróbuje mu pomóc. Przerażające.

Część trzecia to okres życia po wojnie. Przedwczesna śmierć jego wielkiej miłości. Rozczarowanie kobietą z którą się ożenił.
Niezrozumienie otoczenia. Samotność i ból prostego, zwykłego człowieka z wielkim bagażem doświadczeń, który ukojenie znajduje w malarstwie, a pod koniec długiego życia w pisaniu swoich pamiętników.

Dla mnie najlepsza jest cześć pierwsza pełna opisów miłości pradziadków autora, miłości w doli i niedoli, w każdym słowie i geście.
Opisów starych strojów, krajobrazów i historycznych miejsc. To opisy obrazów i fresków, opisy pędzli używanych przez pradziadka i  barw którymi się posługiwał przy pracy. To okres dojrzewania, jego tęsknoty za ojcem którego stracił i miłości do matki. Wspomnienia ciężkiej pracy od 13 roku życia w kuźni, potem odlewni żelaza. W końcu trafia do szkoły wojskowej by po paru latach trafić na front.

Tak naprawdę to myślę ze to także autobiograficzna opowieść o samym  autorze i tym,  jak czytając wspomnienia dziadka,
odnajduje klimat własnego dzieciństwa, wspólne chwile, pamiątki, miejsca, a także własną tożsamość, własne " ja".
Jest to jakby rozliczenie się z czasem dzieciństwa, zrozumienie pewnych zdarzeń z przeszłości, wyrzutów sumienia i wyciągnięcie wniosków.

Obrazowe opisy działają na wyobraźnię czytelnika, gra barw i świateł, mieszanina zapachów i emocji, subtelność i mocne sceny, miłość i śmierć. Do tego piękny, plastyczny, literacki język przemieszany z językiem konkretów.

[ Małgorzata Stencel – Kaczmarek ]

            D K K ŚREM

- dkk.12-1.jpg

- dkk.12-2.jpg

 

 

 

 

Spotkanie DKK dnia 23.11.2015

Ości Ignacego Karpowicza to na pewno lektura, której należy poświęcić trochę czasu. Nie można jej czytać w pośpiechu. Powieść interesująca i ciekawa, mnóstwo w niej  celnych obserwacji, zdań, opinii odnoszących się do naszej egzystencji. Wielorakie postawy bohaterów, barwne osobowości i mnóstwo rodzących się po lekturze pytań. Zachęcamy do przeczytania tej ważnej książki.

[ L. Tomczak ]

 Książka "Ości" Ignacego Karpowicza jest finalistką Nagrody Literackiej Nike 2014. Powieść o polskiej rzeczywistości ale dość mocno wykrzywionej. Bohaterami jest grupa ludzi, których łączą osobliwe relacje a każdy z nich ma jakąś wewnętrzną rysę lub pęknięcie.

Małżeństwo nerwowej i neurotycznej Mai i Szymona,który jest racjonalistą, oboje uwikłani w romanse i nie próbujący tego ukrywać przed sobą. Norbert, nietolerancyjny rasista, nienawidzący gejów, który ma romans z Ninell, sześćdziesięcioletnią feministką i socjolożką. Jest też para gejów, staroświecki, ceniący sobie spokój domowego zacisza Andrzej i jego partner Krzyś, w którym kocha się skrycie Norbert i Maja. Krzyś zaś ma monogamiczny związek z Wietnamczykiem Kuanem, który nocami przebiera się w damskie ciuszki, czego stara się nie zauważać jego żona Mari.

Na próżno by doszukiwać się jakiejś fabuły w książce. Tak naprawdę jest ona drugorzędną sprawą, ta książka to jakby analiza psychologiczna każdego bohatera z osobna. Poznawanie samego siebie od początku. To obnażanie człowieka po kawałku, gdzie nagle stwierdzamy ze pod jedna warstwa osobowości jest druga nieco inna, a pod nią następna itd. Tak naprawdę człowiek nie zna siebie do końca, nie wie jak w danej sytuacji by postąpił wiec nie powinien deklarować twardych przekonań o sobie. Powieść, która składa się z dwóch warstw: jedna to życie na pokaz, kulturalne i zgodne z przyjętymi ogólnie zasadami, image, który chcą bohaterowie pokazać otoczeniu, druga warstwa to to pod spodem o czym wiedzą sami bohaterowie i ich najbliższe otoczenie,ale o czym się nie mówi, nie zauważa i udaje ze nie ma. Błyskotliwa i ironiczna powieść o rosnącej giętkości kręgosłupa społecznego.

Karpowicz uprawia tu gimnastykę języka, co czytelnika bardzo cieszy. W sposób niezwykle trafny, dosadny, ale z wyszukanym słownictwem mówi o świecie zmiennych tożsamości pozbawionych kręgosłupa moralnego czy społecznego a mimo to skazanego na trwanie. Sugestywnie ukazuje człowieka jako istotę która ma dwie matki; naturę i kulturę. Obie mają niesamowity i ciągły wpływ na konstrukcję osobowości człowieka z tym ze diametralnie różną. Często dochodzi do walki tych matek, a "polem bitwy" jest człowiek. I jaki nie byłby finał tej walki to i tak najbardziej ucierpi "pole bitwy". „Ości " to opowieść o końcu i rozpadzie tradycyjnej rodziny, autor nie histeryzuje z tego powodu,ale ciekawie przygląda się co powstanie na jej zgliszczach.

[ Małgorzata Stencel – Kaczmarek ]

 

Spotkanie z Milą Rudnik w D K K

Książka "Ości" Ignacego Karpowicza jest finalistką Nagrody Literackiej Nike 2014. Powieść o polskiej rzeczywistości ale dość mocno wykrzywionej. Bohaterami jest grupa ludzi, których łączą osobliwe relacje a każdy z nich ma jakąś wewnętrzną rysę lub pęknięcie.

Małżeństwo nerwowej i neurotycznej Mai i Szymona,który jest racjonalistą, oboje uwikłani w romanse i nie próbujący tego ukrywać przed sobą. Norbert, nietolerancyjny rasista, nienawidzący gejów, który ma romans z Ninell, sześćdziesięcioletnią feministką i socjolożką. Jest też para gejów, staroświecki, ceniący sobie spokój domowego zacisza Andrzej i jego partner Krzyś, w którym kocha się skrycie Norbert i Maja. Krzyś zaś ma monogamiczny związek z Wietnamczykiem Kuanem, który nocami przebiera się w damskie ciuszki, czego stara się nie zauważać jego żona Mari.

Na próżno by doszukiwać się jakiejś fabuły w książce. Tak naprawdę jest ona drugorzędną sprawą, ta książka to jakby analiza psychologiczna każdego bohatera z osobna. Poznawanie samego siebie od początku. To obnażanie człowieka po kawałku, gdzie nagle stwierdzamy ze pod jedna warstwa osobowości jest druga nieco inna, a pod nią następna itd. Tak naprawdę człowiek nie zna siebie do końca, nie wie jak w danej sytuacji by postąpił wiec nie powinien deklarować twardych przekonań o sobie. Powieść, która składa się z dwóch warstw: jedna to życie na pokaz, kulturalne i zgodne z przyjętymi ogólnie zasadami, image, który chcą bohaterowie pokazać otoczeniu, druga warstwa to to pod spodem o czym wiedzą sami bohaterowie i ich najbliższe otoczenie,ale o czym się nie mówi, nie zauważa i udaje ze nie ma. Błyskotliwa i ironiczna powieść o rosnącej giętkości kręgosłupa społecznego.

Karpowicz uprawia tu gimnastykę języka, co czytelnika bardzo cieszy. W sposób niezwykle trafny, dosadny, ale z wyszukanym słownictwem mówi o świecie zmiennych tożsamości pozbawionych kręgosłupa moralnego czy społecznego a mimo to skazanego na trwanie. Sugestywnie ukazuje człowieka jako istotę która ma dwie matki; naturę i kulturę. Obie mają niesamowity i ciągły wpływ na konstrukcję osobowości człowieka z tym ze diametralnie różną. Często dochodzi do walki tych matek, a "polem bitwy" jest człowiek. I jaki nie byłby finał tej walki to i tak najbardziej ucierpi "pole bitwy". „Ości " to opowieść o końcu i rozpadzie tradycyjnej rodziny, autor nie histeryzuje z tego powodu,ale ciekawie przygląda się co powstanie na jej zgliszczach.

[ Małgorzata Stencel – Kaczmarek ]

Mila Rudnik czyli Agnieszka Rudnicka, siostra piszącej Olgi zagościła w naszym klubie tego wieczora, toteż dziś nie o książce, której miałyśmy się przyjrzeć, ale trochę o autorce i jej pierwszej powieści zatytułowanej „Miłość przychodzi z deszczem”. Oto kolejna utalentowana śremianka, napisała ekscytującą powieść obyczajową. Ma w zanadrzu kolejną, a my trzymamy kciuki żeby już wkrótce dotarła na półki księgarskie i do nas. Planujemy spotkanie z pisarką, na które już wyraziła zgodę, ale za jakiś czas dopiero. Na tę chwilę możemy zdradzić, że ubolewa nad zamknięciem naszego basenu, gdyż pływaniem i bieganiem zaczyna dzień. Potem systematycznie, metodycznie zabiera się do tworzenia bowiem każde zaniechanie powoduje zaległości, pośpiech itd. Najchętniej czyta fantastykę, gatunek, który tworzy nie znajduje się w kręgu jej zainteresowań czytelniczych, a mimo to  pierwsza powieść jest bardzo udana i podoba się wielu. Czekamy na kolejna książkę i już dziś zapraszam na spotkanie z autorką w przyszłym roku.

 Poniżej fotorelacja ze spotkania:

 

Spotkanie dnia 21.09.2015

Nasza ostatnio czytana w DKK powieść to "Nocna zamieć" Johana Theorina. To nietypowy kryminał, w którym złodzieje są znani od początku, a pod koniec wyjaśniają się dwa morderstwa, uznane początkowo za wypadki. Mamy też bardzo ciekawą historię północnego wybrzeża Bałtyku. Budowa dwóch bliźniaczych latarni morskich i folwarku dla latarników (przed ponad 100 laty) z kamieni pozostałych po starej kaplicy, oraz z drewna z zatopionego statku, z którego nikt się nie uratował wprowadzają specyficzny klimat w tym thrillerze psychologicznym. Do tego ekstremalna pogoda nadchodzącej zimy i niezwykle niebezpiecznej zamieci, zwanej fak, którą autor opisuje bardzo sugestywnie, składają się na klimat tej opowieści. Dochodzą do tego także miejscowe legendy o duchach, pasterce zmarłych. Wiarę w te legendy podsycają od 100 lat zagadkowe śmierci, wiążące się z mieszkańcami Aludden.

Młoda policjantka Tilda stara się wyjaśnić kradzieże w domkach letnich oraz śmierć Katriny - żony nowego właściciela dawnego folwarku. Pod koniec powieści wszystkie wątki splatają się i mamy wyjaśnienie zarówno kradzieży, jak i śmierci Katriny, a także jej szwagierki w Sztokholmie, z powodu której rodzina przeprowadziła się do Aludden.

Johan Theorin w mistrzowski sposób łączy zarówno wątki kryminalne, jak i pasjonujące opisy lokalnej społeczności w tym niezwykle surowym klimacie.

Dla miłośników skandynawskich kryminałów to bardzo ciekawa pozycja. Polecam.

[ Ewa Skoczeń ]

 

Spotkanie dnia 24 sierpnia 2015

W pięknym plenerze u Gosi omawiałyśmy niezbyt atrakcyjną naszym zdaniem lekturę, o czym opowiedzą poniższe recenzje.

Cóż, powiem krótko „Piknik  fryzjerów” Felicitas Hoppe jest książką dla „wybrańców”. To zbiór dwudziestu krótkich opowiadań, napisanych językiem  poetyckim  w  formie groteski. Tematem  opowiadań  są  sprawy codzienne życia, przedstawione w abstrakcyjny sposób.

„Dobrze, że są takie krótkie, bo można  je przeczytać parę razy żeby zrozumieć o co chodzi” - powiedziała koleżanka Ela w czasie dyskusji o książce w klubie DKK.

I to prawda. Połączenie „czarnego” humoru z groteską, to zbyt dużo dla zwykłego czytelnika. Do tego aura surrealistycznego snu, z którego człowiek chce się jak najprędzej obudzić. Po trzech opowiadaniach można się zniechęcić, a po dwudziestu ma się dość groteski na  bardzo  długo.Jest to jednak  subiektywne odczucie, warto więc przeczytać „ Piknik  fryzjerów”, żeby sprawdzić czy nie jest się właśnie tym „wybrańcem”, któremu forma i treść opowiadań przypadnie do gustu.

[ Małgorzata Stencel – Kaczmarek ]

„Piknik Fryzjerów „ Felicitas Hoppe cóż to takiego? Ogólnie, książka wydana przez szacowne Wydawnictwo Czarne, debiutanckie opowiadania  niemieckiej pisarki, za które otrzymała nagrodę literacką „Aspekte”oraz im. Ernsta Willnera. Rekomendowana przez wielu krytyków i znawców literatury. Książka nas nie urzekła, chętnych  jednak zapraszamy do lektury i wyrobienia sobie własnego zdania na jej temat.

[ L. Tomczak ]

 

 

Spotkanie dnia 27.lipca 2015

                Lektura „Oskarżonej” Marielli Mehr wstrząsnęła mną podobnie jak przed laty „Tuan” Cizie Zyke.

Niewielka objętościowo zawiera tak wielki ładunek treści, że nie sposób dyskutować o niej kilka chwil czy  godzin.

Historia podpalaczki i morderczyni, kobiety, której pierwszym wspomnieniem z dzieciństwa  był pierwszy dzień szkoły..., a to dlatego, że wcześniejsze z nich świadomie wypierała z pamięci aby już jako dorosła osoba odkrywać je krok po kroku  udowadniając, że jest poczytalna.

Niestety, los jej powiernicy, lekarki, przed którą się stopniowo otwierała był przesądzony. Straciła życie ćwiartowana  kawałek po kawałku w więzieniu pełnym strażników i ochrony...

Okropność, tak, ale ta powieść to pretekst do przekazania ważnej informacji. To rozprawa na temat patologii w jakiej wyrastają niektóre osoby, patologii kojarzącej się jednoznacznie z brakiem uczuć pijaństwem, pogardą i lubieżnością przypisywaną zarówno osobom z tzw. nizin społecznych bądź tym stojącym nieco wyżej w owej hierarchii, którym obca jest bieda i brak pracy. Patologii Państwa jako całości. Okazuje się, że dominującym czynnikiem poza naturalnymi, genetycznymi uwarunkowaniami patologicznych zachowań może być po prostu doznawanie wielu długoletnich krzywd wyrządzanych przez bliskich  oraz za ich przyzwoleniem, obcych ludzi. Przyczyną patologii może być również władza jej posiadanie, wykorzystywanie dla tzw. celów wyższych.

Opowiadająca o swoich czynach bohaterka utworu powoli, nieskładnie dociera do najgłębiej skrywanej tajemnicy życia, przeżywa emocjonalnie gwałt jaki przeżyła będąc dzieckiem, odsłania siebie i swój sposób pojmowania świata. Bohaterkę prześladuje czerwień kolor miłości, namiętności ale także krwi, zemsty,...Nigdy nie działa sama ma obok siebie wyimaginowaną Malik, prowokującą jej czyny, która po wszystkim znika, dając obserwującym pożywkę,  oni gapią się... ona odchodzi podobnie jak Malik  Jest  obok  niej i w podobnych okolicznościach pojawia się Serafim, który wie o wszystkim, towarzyszy bohaterce a potem znika. Czerwień, czerwone buty to obsesja Kari, jest tutaj symbolem cierpienia i samotności.

Oczywiste jest,że nie ma wytłumaczenia dla podpaleń, a w końcu morderstw. Wydaje się, że wątek  gwałtu autorka podjęła celowo, chociaż mógł się wydarzyć naprawdę bohaterce książki, która jest postacią prawdziwą, żyjąca gdzieś w Szwajcarii, który jednak co pewne przydarzył się wielu dzieciom odebranym romskim rodzicom przez działającą w tym kraju do roku 1974  w majestacie prawa co dziwne i szokujące, prywatną organizację Pro Juventute.  Zaskoczeni?

Tak, ta mieniąca się dobroczynną organizacja, zajmowała się młodzieżą. Na zlecenie państwa już w 1924 roku miała wytępić „wędrowny lud „ Cyganów odbierając  rodzicom dzieci umieszczane później w sierocińcach. W razie oporu, rodziców zamykano w szpitalach psychiatrycznych lub więzieniach. Matka autorki była jedna z pierwszych  z około sześciuset dziewiętnaściorga dzieci odebranych na tej podstawie  przez wspomnianą organizację. Syn Marieli Mehr  był w roku 1967 jednym z ostatnich przy czym po 19 miesiącach więzienia autorki za podejmowanie prób zwyczajnego życia, stanowił kartę przetargową, warunek zwolnienia z więzienia. Innym rozwiązaniem było pozostanie  w zakładzie i odebranie dziecka na drodze sądowej...

Najgorsze jest jednak to, że Pro Juventute działało tak długo...Tak długo, tak długo w Szwajcarii...

W roku 1973 autorka założyła organizację samopomocy dla Jeniszów. Ujawniono również skandaliczne praktyki Pro Juventute /elektrowstrząsy, sterylizacje bez wiedzy i zgody kobiet, molestowanie dzieci/ z powodu...wrodzonej krnąbrności, „moralnego debilizmu”, niezdolności mówienia albo kierowano do kliniki psychiatrycznej  za...oczernianie pracodawcy lub wstrętu do pracy!!!/

Chęć założenia rodziny, a już urodzenie dziecka były największym przewinieniem. Karą było  osadzenie w więzieniu mogące zapobiec „założeniu nowego, zdegenerowanego klanu wagabundów....”

Degradacja społeczna wykształconych Jeniszów,/ ojciec dziecka Marielli Mehr Francuz pół-Żyd pół-Rom, mający za sobą gehennę Dachau, inżynier, specjalista od budowy mostów  w Szwajcarii pozbawiony był pozwolenia na pracę, był  nocnym portierem, za przyzwoleniem i z nakazu państwa.

Mariella Mehr spełniając swoje marzenia o wolności i satysfakcjonującym zajęciu w 1974 roku rozpoczęła pracę dziennikarską, polityczną i dokumentacyjną. Mieszka i tworzy we Włoszech. W jednym z wywiadów mówiła, że „bohaterki jej książek mogłyby być jej alter ego. Że wyobraża sobie, iż mord może przynieść choć na chwilę wyzwolenie. I że być może ratuje ją przed nim pisanie”.

Najtrafniej o tej książce wypowiedziała się  Angelika Kuźniak: ”Prawie po każdym zdaniu zostaje blizna. Trzeba mieć dużą odwagę,żeby ją czytać, ale jeszcze większą, żeby tego nie zrobić”.

[ L. Tomczak ]

 

Spotkanie dnia 22 czerwca 2015

KJERSTI ANNESDATTER SKOMSVOLD "IM SZYBCIEJ IDĘ, TYM JESTEM MNIEJSZA"

Najtrudniejsze do zaakceptowania jest to, co niezrozumiałe

                Po pierwszym, osobistym zwycięstwie nad lenistwem własnego umysłu, czyli lekturze czegoś, czego sama z półki nie wybrałam, a o czym wiedziałam, że stanowić może pewne wyzwanie intelektualne (moja pierwsza książka w ramach DKK), poczułam się panią świata. Nie dość, że historia okazała się kapitalna w czytaniu, to jeszcze pisanie recenzji sprawiło mi ogromną frajdę, bez grama wysiłku. No, po prostu, samo się pisało.

Dlatego kolejna, niezbyt gruba i całkowicie niegroźnie wyglądająca książeczka zupełnie mnie nie przestraszyła. No, może jedynie kolorem okładki, który na własny użytek nazywam wściekłym różem. Nie cierpię różowego. Jak mawiał jeden z moich znajomych: "Nie wiem, skąd w ludziach tyle zła, by używać koloru różowego".

                Lekturę "Im szybciej idę, tym jestem mniejsza" autorstwa Kjersti Annesdatter Skomsvold zaczęłam od przeczytania notek z tylnej okładki. "(...) Mathea Martinsen (wiek: podeszły) ma dość tego, że jest niewidzialna dla świata. (...) Podejmuje więc wiele, przeważnie ekscentrycznych czynności, by zostawić po sobie ślad." Nie wiem, czego się spodziewałam po takim wprowadzeniu, ale na pewno nie tego, z czym się zetknęłam.

                Mathea Martinsen - raczej zdrowa i chyba dość rześka staruszka, w bliżej nie określonym wieku, żyjąca w czterech ścianach swego mieszkania wraz mężem Nielsem, którego z powodu jego zamiłowania do statystyk, a także ze względu na pewną, regularnie pojawiającą się w ich wspólnym życiu frazę, nazywa Epsilonem. Poznali się i byli ze sobą już o czasów, które, jak sądzę, według naszego systemu edukacji nazwać by można podstawówką.

Mathea, która sama o sobie mówi, że jest najzabawniejszą osobą na świecie. Mathea, która jest dobra w sortowaniu kart i w odklejaniu brzegu nowej rolki papieru toaletowego. Mathea, która zastanawia się, "jak bardzo można zbliżyć się do płaczu i nie zapłakać".

Tak właśnie odbieram tę opowieść, która nie jest "o czymś". Ona jest o Mathei, która nie potrafi zrozumieć i wręcz buntuje się, kiedy w książce telefonicznej napotyka inną jeszcze Matheę Martinsen. To ona przecież jest Matheą Martinsen, któż inny więc mógłby być nią?!

Sposób myślenia i zachowanie bohaterki jest - jak głosi notatka na obwolucie: "naiwny, a po części bezceremonialny". Przypomina spojrzenie na świat i życie błyskotliwego 6-ciolatka, cechuje go ta sama zaskakująca dla dojrzałego człowieka logika i odkrywczość. Bo Mathea teraz właśnie, na chwilę przed końcem swojego życia odkrywa świat.

I nie dajmy się zwieść temu popularnemu sformułowaniu - tutaj nie chodzi o zagraniczne wojaże, odwiedzanie egzotycznych kurortów czy zabytkowych miejsc. Mathea nie odkrywa piękna, tajemnic czy ciekawych miejsc świata - ona odkrywa jego... istnienie. Trudno określić, czy uświadomienie sobie własnej śmiertelności stanowiło dla Mathei proces czy wydarzenie. Z niejakim niedowierzaniem przecież dostrzegła, że "jest jej coraz mniej" - wypadają jej zęby, odpadł pieprzyk, plecy coraz trudniej wyprostować. Takie spostrzeżenia są naturalne dla każdego człowieka w starszym wieku, ale sposób, w jaki podchodzi do nich Mathea jest niewątpliwie zaskakujący. Podobnie komentowałby i rozważał go wspomniany 6-ciolatek, gdyby stał się świadkiem owych procesów. Z rozbrajającą szczerością i bez szerszej perspektywy.

                To, co dominuje w tej historii, to jej porażająca klaustrofobiczność, trudna do wyobrażenia dla czytelnika - nie tylko w dobie internetu i wszechobecnych mediów, ale głównie w czasach, kiedy tak naprawdę nikt nie może sobie pozwolić (nie mówiąc już o dokonywaniu wyboru) na ograniczenie świata do swojej osoby, swoich spraw, a właściwie swojego - rozumianego dosłownie - mikrokosmosu, zamkniętego w czterech ścianach umysłu.

Mathea, która w obliczu nieuchronności (a i to nie jest dla niej pewne do końca, gdyż "prawdopodobieństwo jest mniejsze niż epsilon...") własnej śmierci nagle postanawia żyć, zaistnieć i to w sposób najbardziej dosłowny. Nie w mediach, nie w polityce czy biznesie - we własnym domu, na własnej klatce schodowej, na własnej ulicy, we własnej głowie wreszcie. W oczach lumpa, pytającego ją o godzinę, kasjera w sklepie spożywczym czy w końcu - rzutem na taśmę -  na spotkaniu w Klubie Seniora. Przy czym we wszystkich podjętych działaniach najważniejszy okazuje się nie efekt fabularny, ale skutki, który wywołują w psychice bohaterki.

                Dla mnie, osobiście, książka była trudna, choć czyta się ją niezmiernie łatwo. Nie mogłam oporu materii zrzucić nawet na nieznane realia obcego kraju, bo pod tym względem treść jest wyjątkowo uniwersalna. Kłopot stanowiła dla mnie absolutna konieczność totalnej zmiany sposobu myślenia, a i to nie przyniosło zrozumienia niekonwencjonalnego toku rozumowania i postępowania Mathei, wzbudziło jednak zrozumienie dla jej nieprzepartej potrzeby, dramatycznych rozterek i pewnej bezradności miejsca, w którym się znalazła.

                Jak pisałam - trudno było mi zrozumieć. Ale ja, niestety, jestem już skażona światem zewnętrznym, mój umysł, w przeciwieństwie do umysłu bohaterki: "stępiły miałkie interakcje i błahe, codzienne sprawy"....

 

[ Muriell ]

Spotkanie dnia 25 maja 2015.

W pięknym, klimatycznym ogrodzie Małgosi zastanawiałyśmy się czy powieść Josefa Skvoreckiego zatytułowana „Batalion czołgów” bawi jak niegdyś Szwejk. Opinia Mirki daje częściowo odpowiedź na to pytanie, a zainteresowanych zapraszamy do lektury.

Josef Skvorecky został pozbawiony obywatelstwa czechosłowackiego za „uprawianie wrogiej propagandy” i w mniemaniu ówczesnych przywódców komunistycznych, nie bez powodu. W swojej powieści „Batalion czołgów” obnaża niedoskonałości i absurdy demoludu należącego do strefy wpływów Związku Radzieckiego. Powieść Skvorecky’ego niejednokrotnie porównywano do przygód dobrego wojaka Szwejka, tyle że w komunistycznym wojsku. Sam Skvorecki uważał to za pomyłkę i nie można się z nim nie zgodzić. Nie mamy tu do czynienia z jednym bohaterem, lecz ze zjawiskiem obrazowanym za pomocą kilku wyróżniających się jednostek. Sam pisarz w latach 1952 – 1954 odbywał służbę wojskową, myślę więc, że nie będzie błędem założenie, że korzystał z własnych doświadczeń i obserwacji, ukazując codzienne życie poborowego, oderwanego od rodziny, pracy i wrzuconego w zupełnie inny świat pozorów i paradoksów, w których próbuje się odnaleźć, osiągnąć maksimum korzyści, by w aktach pojawiła się pozytywna opinia, która ułatwi mu powrót do „normalnego” świata, a zarazem przy tym się nie narobić.

Są reprezentantami ludu i jego obrońcami, lecz przed kim mają go bronić? Większość z tych młodych ludzi nie jest w stanie określić kto jest wrogiem a kto przyjacielem. Indoktrynacja i nauki polityczne są im wyłącznie niezbędne to właściwego rozeznania się w sytuacji i funkcjonowania w świecie absurdu, jakim stała się czechosłowacka armia, doskonale obojętni na hasła wszechobecnej propagandy komunistycznej. Jedyne na czym im zależy to możliwie bezproblemowo przebrnąć przez trzydziestomiesięczną służbę wojskową, uciekając się przy tym do kłamstw, pospolitego cwaniactwa, bumelowania, kombinowania, a jak się  nie da inaczej korzystając z dobrych tradycji wojaka Szwejka, czyli udając idiotów. Za nieznajomość regulaminu była kara, za głupotę nie. A doskonale znali to pierwsze, by wiedzieć, kiedy symulować to drugie.

Młodzi ludzie funkcjonują w świecie, w którym wyższe stopnie oficerskie mogą posiadać wyłącznie osoby pochodzące z ludu, czyli z klasy robotniczej, najczęściej nie posiadające wykształcenia, wiedzy, inteligencji, pełni kompleksów, które ukrywają wykorzystując świeżo zdobytą władzę i okazując własną wyższość, nad absolwentami szkół wyższych, którzy zajmują poślednie stanowiska i wykonują najgorsze fuchy. Oficerowie posługują się sloganami wbitymi im w głowę przez partię i pilnują świadomości politycznej młodych towarzyszy, którzy odpowiednio wyszkoleni mają być ziarnem, z którego wyrosną kolejni towarzysze, wierni tradycjom demokracji ludowej.

Powieść obfituje w wątki humorystyczne, tragikomiczne i niejednokrotnie ociera się o farsę. Bohaterowie są niemal przerysowani, jak kapitan Matka czy major Mały Diabełek, który ostatecznie ginie śmiercią tragiczną, wpadając w dół z szambem, a jedyne co po nim znaleziono, to but oficerski, wyłowiony podczas oczyszczania kloaki. Sierżant Smirzicki, odliczający dni do wyjścia do „cywila”  stara się nie podpaść przełożonym, jednocześnie mając wszystko w „głębokim poważaniu” i oddając uciechom życia erotycznego, w objęciach równie niewiernej jak nieszczęśliwej małżonki porucznika Pinkasa. Areszt jak zawsze pęka w szwach od natłoku aresztantów, którzy bawią się tam równie dobrze jak w każdym innym miejscu koszar, śpiewając sprośne piosenki, opowiadając wulgarne żarty, a plutonowa Babinczakova w izolatce oddaje się rozpuście.

Inspekcja wzbudza przerażenie, bo nikt nic nie wie, nikt nic nie umie, nikt i nic nie znajduje się na właściwym miejscu. Sam Skvorecki doskonale zobrazował życie ówczesnego poborowego tworząc postać opowiadacza bajki o tajemniczej d…, w której wszyscy się znaleźli, do ulubionych zabaw należy podpalanie własnych bąków w cieniu panowania wielkiego Józefa „Wysralionowicza” Stalina, a całość życia w koszarach w Kobylcu podsumowali samo poborowi w pieśni o charakterze marsza żałobnego: „Wie o tym cała armia i inna hołota – garnizon Kobylec to wielka d… świata”.

Sam pisarz nie bawi się w subtelności, używając języka prostego, lecz zarazem pełnego wyrazu. Ironia przeplata się z sentymentalizmem, słodycz z goryczą, śmiech ze łzami. „Batalion czołgów” bez wątpienia jest pierwszorzędną powieścią, pełną niedorzeczności okraszonych doskonałym humorem sytuacyjnym.

 [ Jadwiga Mirosława Rudnicka ]

 

Spotkanie dnia 20 kwietnia 2015.

 

 Poniżej recenzja dziełka, które zajmowało naszą uwagę podczas kolejnego w tym roku spotkania w klubie.

 

GEORGES PEREC "O SZTUCE ORAZ SPOSOBACH USIDLENIA KIEROWNIKA DZIAŁU W CELU UPOMNIENIA SIĘ O PODWYŻKĘ"

 

ZADANIE LOGICZNE WIELOKROTNIE IMPLIKOWANE CZYLI ŻYCIE TO KABARET

 

"Życie jest jak pudełko czekoladek" - jak słusznie mawiał Forrest Gump. Kiedy wczoraj, w ramach ciągłych poszukiwań kolejnych rozrywek  intelektualnych (tak już mam - zakupy i telewizja zupełnie mnie nie kręcą), po krótkiej rozmowie z przemiłą Panią Bibliotekarką postanowiłam przystąpić do Dyskusyjnego Klubu Książki, też nie miałam pojęcia, co mi się trafi. Trzymając w rękach małą, czerwoną i strasznie niefascynująco wyglądającą książeczkę, uśmiechnęłam się złośliwie do swoich zwojów mózgowych, jak zawsze gwałtownie protestujących przeciwko procesom narzuconym i... Challenge accepted.

 

Po wielu latach błędów własnych, ulegania presji specjalistów, mediów i otoczenia, buntu i poszukiwań, dziś mam już jasny i klarowny system wartościowania i oceny literatury. Ustalmy od razu, że czytuję wybitnie rozrywkowo i lektury "ambitnej" nie ma co się u mnie doszukiwać. Wspomnienia, biografie, reportaże i inne topowe historie, szczególnie te szeroko dyskutowane w kręgach medialnych specjalistów od przesłań wszelakich,  pozostają całkowicie poza kręgiem moich zainteresowań, z bardzo, ale to bardzo drobnymi wyjątkami. I bardzo rzadkimi.

 

Tak rzadkimi, że ostatniego już nie pamiętam. Dawno pozbyłam się kompleksu czytelnika w tym zakresie, więc "hejterzy" niech się nie wysilają. Mimo wszystko potrafię jednak - jak już wspomniałam - odróżnić literaturę dobrą od niedobrej. Dobra to taka, która mnie wciąga, sprawia przyjemność, skłania do refleksji, zostaje we mnie na dłużej. Lepsza, oprócz tego wszystkiego, jest przeze mnie polecana i przywoływana wielokrotnie w formie cytatów lub rozważań. Najlepsza stoi na mojej półce, bo po prostu nie mogę się bez niej obejść. Proste. Tyle tytułem wstępu, by wiadomo było, czego można się po mnie spodziewać, a czego absolutnie oczekiwać nie należy.

 

Przyniosłam do domu miniaturowe dziełko niejakiego Georgesa Pereca, pod pretensjonalnie brzmiącym tytułem: "O sztuce oraz sposobach usidlenia kierownika działu w celu upomnienia się o podwyżkę" - dowód na istnienie człowieka, o którym usłyszałam po raz pierwszy w życiu. Tytuł, który w innych okolicznościach byłby nawet zabawny, tutaj wywołał we mnie wrażenie, iż "znany" autor "ambitnej literatury" podjął intelektualny wysiłek stworzenia dzieła intrygująco brzmiącego, zaskakującego formalnie, niezrozumiałego na tyle, by snobistyczne elity wprawiło w zachwyt i, z mojego osobistego punktu widzenia - całkowicie niestrawnego. Coś, jak czarna kropka na białym płótnie pod patetycznym tytułem: "Rozpacz zniewolenia". Czy innym,  równie wzniosłym, co absurdalnym.

 

Rzuconą przez DKK rękawicę jednak podniosłam i duma nie pozwoliłaby mi poddać się bez walki.

 

Rzecz jest całkowicie, absolutnie i niepodważalnie... GENIALNA!

 

Przeczytałam nawet Posłowie, którego zwykle nie czytam, by nie psuć sobie przyjemności, tudzież nie pogłębiać nieprzyjemności z lektury i przyznam szczerze, że gdybym od tego zaczęła, żadna siła nie zmusiłaby mnie do zapoznania się z tak przeanalizowanym dziełem.

 

"Pracował nad schematem organizacyjnym (...) pracownika naukowego centrum obliczeniowego", "istniało (...) dość żywe zainteresowanie formami literatury kombinatorycznej, odwołującej się do przebiegu wykresów", "przekład schematu na formę linearną", "uprzywilejowuje kombinację teoretycznie możliwą, kładąc nacisk na potencjalnie istniejące rozwiązania"... Rany boskie, i to ma zachęcić średnio zdrowego psychicznie człowieka do czytania?!

 

Na swoje szczęście, owe straszne stwierdzenia, usiłujące mi obrzydzić i autora, i dzieło, przeczytałam już po lekturze właściwej. Napisany w postaci jednego zdania (przy czym definicję tego ostatniego ograniczono do rozpoczęcia wielką literą i postawieniu na końcu kropki), całkowicie pozbawiony znaków przestankowych i separatorów (oprócz spacji) tekst stanowi w moim odczuciu swoisty słowotok, swobodny strumień świadomości.

 

Niemal fizycznie odczuwam obecność narratora obok mnie; narratora wysoce sfrustrowanego, niemal na granicy schizofrenii, opowiadającego o swojej, pozornie banalnej, wyprawie do kierownika działu po podwyżkę - rzecz skąd inąd całkowicie naturalna i nie aż tak wyjątkowa - człowieka lewitującego we własnym obłędzie wywołanym korporacyjnymi schematami zachowań. Nigdy nie pomyślałabym, że w tak prostym przedsięwzięciu aż tyle aspektów należy wziąć pod uwagę, aż tak wiele rzeczy może się nie udać, aż tak bardzo można odczuć chichot losu. Wbrew wszelkim analizom (a tak, poczytałam sobie recenzje i analizy), niewątpliwie fachowym i mądrym przeokropnie, dokładającym wszelkich starań, by "O sztuce..." stało się dla mnie niejadalnym konglomeratem matematyki, lingwistyki, artystycznej ekwilibrystyki słownej, czyli jednym wielkim naukowym bełkotem - ja odbieram tę pozycję jako doskonały tekst satyryczny, coś w rodzaju krzyżówki histerycznego skeczu kabaretowego, "Pamiętników Adama i Ewy" Marka Twaina i, wspomnianego w opisie na obwolucie książki, "Procesu" Kafki. Opowiedziana historia jest mi tak bliska, tak życiowa i tak obecna w rzeczywistości - jak sądzę, każdego obywatela naszego pięknego i pokręconego kraju - że aż trudno uwierzyć w jej francuskie korzenie (chyba zaledwie jeden raz pojawia się przymiotnik "francuski", w odniesieniu do firmy, po której korytarzach snuje się bohater w poszukiwaniu kierownika swego działu). Czytając, (przy czym kompletnie nie napotykałam trudności w związku z brakiem tradycyjnej konstrukcji zdania i tekstu, choć początkowo, nie przeczę, potrzeba korekty brzęczała mi gdzieś z tyłu głowy i drażniła koniuszki palców), całkowicie dzieliłam z bohaterem jego uczucia, odczucia i obawy, początkowy stres, po nim narastającą frustrację, w dalszej kolejności fatalizm, absurd i rodzącą się paranoję, a na końcu histerię i szaleństwo. Ledwie powstrzymałam się od sprawdzenia w lustrze, czy nie jestem kilkudziesięcioletnim, nieco zarośniętym facetem z przekrzywionym krawatem i błędnym wzrokiem, toczonym dokoła. Naprawdę.

 

Jakkolwiek uśmiałam się serdecznie i raz po raz ocierałam łzę rozbawienia, nie zagłuszyło to mojego poczucia realizmu i przytłaczającej prawdy - tekst mógłby równie dobrze traktować o próbach załatwienia czegoś w naszych rodzimych urzędach państwowych, o perypetiach pacjenta polskiego, skazanego na bezpłatną służbę zdrowia czy o kolejach losu klienta monopolistów na rynku krajowym. Ta sama karuzela, ta sama beznadzieja i ten sam wątpliwy sukces w majestacie prawa i przepisów na końcu.

 

Lektura wywołuje iście kafkowski dreszcz na plecach. Perypetie szeregowego pracownika korporacji, jego rozważania, strategia i kompleksowe podejście do tematu zdają się być z kroku na krok bardziej i bardziej absurdalne. Wynika to jednak nie ze szczególnie wymyślnych pomysłów Pereca, ale z zaskakująco wiernego odzwierciedlenia rzeczywistości i niespodzianek, jakie każdego dnia ukrywa ona gdzieś w zanadrzu dla każdego z nas. Historia z chorującymi na odrę córkami przełożonego wygląda, jak element  na siłę dorzucony do obrazka. Kiedy się jednak głębiej zastanowić, nietrudno przypomnieć sobie niejedną sytuację, w której powodzenie naszej sprawy zależało od dobrego humoru czy szczęścia rodzinnego ludzi, od których byliśmy zależni. Istotą dowcipu, który dla mnie stanowi sedno książki Pereca jest kompletny brak kreowania rzeczywistości na rzecz jej gruntownej analizy.

 

Perec nie wymyśla sytuacji, okoliczności czy reakcji ludzkich, ale bierze je pod uwagę. Wykorzystuje coś, co już jest, istnieje, stanowi codzienność. Wyraża jedynie wszystko to, co przebiega duszę i głowę każdego z nas, nawet jeśli nie do końca uświadomione. Perec te procesy poddaje formalizacji, tworzy z nich schemat, wciska w ramy formy, gotowe do użytku i do wykorzystania w dowolnej sytuacji, jedynie po podstawieniu danych. Osobiście ignoruję ideę "O sztuce..." jako dzieła stricte formalnego i nie interesuje mnie tutaj forma, jako cel, bez względu na wszystko najważniejsza jest dla mnie treść, forma może być jedynie narzędziem. Uznaję jednak i zgadzam się, że w tym przypadku to forma stanowi pretekst dla stworzenia treści, o czym świadczą proporcje jednej w stosunku do drugiej.

 

Geniusz Pereca polega nie tylko na całkowicie niewymuszonym, bo wynikającym z sytuacji, dowcipie, nie tylko na konstrukcyjnych powtórzeniach, ale (mimo owej implikacyjnej budowy) także na paradoksalnej, technicznej linearności, która nie pozwala podzielić tekstu nie tylko na części czy fragmenty, ale także na etapy czytania. Próba czytania "na raty" nie daje tej pozycji najmniejszych szans. Treść (której jest faktycznie niewiele, bo nie ona jest tu najważniejsza) umyka, dowcip sytuacyjny się urywa, bo czytane w oderwaniu od siebie kolejny raz te same niemal zdania stają się po prostu nudne (to tak, jakby opowiadać długi dowcip na raty) i w ostatecznym rozrachunku czytelnik, jak sądzę, zmusza się do przebrnięcia aż do kończącej tekst kropki, ale wtedy nie odczuwa nic prócz ulgi, że ma to już za sobą. Nie jest w stanie opowiedzieć fabuły,  bo co tu opowiadać? Zdefiniowanie zamierzenia autora staje się karkołomne, ponieważ dezintegracja formy i treści jest zbyt duża. A co za tym wszystkim idzie - odbiorca nie potrafi jej uczciwie ocenić, ponieważ najzwyczajniej trudno mu mieć do niej jakikolwiek stosunek.

 

Podsumowując - lektura książki Georgesa Pereca "O sztuce oraz sposobach usidlenia kierownika działu w celu upomnienia się o podwyżkę" (prócz zapewnienia godziwej rozrywki) nauczyła mnie, jakże oryginalnie, by nie oceniać książki po okładce; by nie polegać na opiniach osób, których się nie zna, w związku z czym trudno polegać na ich guście; a przede wszystkim - aby nie ulegać, nawet powszechnie panującym, sugestiom, iż istnieje jedynie słuszny i właściwy sposób postrzegania, odbioru i interpretacji sztuki, w dowolnej jej formie.

 

Dla przypomnienia i potwierdzenia tej tezy pozwolę sobie przypomnieć pewną urban legend o tym, jak to Szymborska oblała maturę z...Szymborskiej.

 

Miłej lektury zatem i owocnych poszukiwań!

 

( Muriell D K K Śrem )

 

 

 

 

 

Spotkanie dnia 09.03.2015

Pierwsze w bieżącym roku spotkanie klubu odbyło się już w nowych murach biblioteki przy ul. Grunwaldzkiej 10. Rozmawiałyśmy o dwóch tytułach, książkach bardzo różniących się między sobą. Jedną z nich była „Niewidzialna korona „ Elżbiety Cherezińskiej, powieść historyczna o Przemyśle II, a następna to zabawna powieść Magdaleny Kordel „Wymarzony dom ”.Poniżej recenzja książki Magdaleny Kordel i kilka fotek ze spotkania.

„Malownicze, Wymarzony  dom”   Magdaleny  Kordel  to  optymistyczna, chwilami  wzruszająca  i pełna  humoru  powieść.

 Madeleine,  singielka   prowadząca wygodne życie  w  Warszawie, będąca  w  związku   ze swoim  szefem, porzuca  pracę, zrywa  związek i wyjeżdża  do  kupionego  przez  przypadek  domu.  Malownicze  to  małe  miasteczko  w Sudetach, które  diametralnie  zmieniło  życie  głównej  bohaterki. Madeleine   ociera  się  tu  o  alkoholizm, przemoc, życie  dzieci  w  patologicznych  rodzinach, tajemnice  rodzinne skrywane  przez  lata, subkultury, ale  poznaje  też  bezinteresowną  chęć  pomocy, prawdziwą  przyjaźń, wspaniałych  ludzi  i  trudną  miłość.

Historia  jakich  wiele w  literaturze dla  kobiet. W tym  przypadku  jednak  miła  i  przyjemna  w  odbiorze. Humorystycznie  opisane  sytuacje, które  spotykają  bohaterkę, małomiasteczkowe  zależności, ludzie  z  „wielkim”  sercem  i  piękno  sudeckiej  przyrody, to  coś  co  sprawia  że  książkę  bardzo  dobrze  się  czyta.  Czytelnik  zapomina  o  własnych  problemach  i  przenosi  się  do  świata  Madeleine, jej  przyjaznego  i  ciepłego  domu,  Malowniczego  ze swoimi  mieszkańcami, które  im  bardziej  poznaje  tym  bardziej  staje  się  jego  miejscem  na  ziemi.

 

Autorka  w  sposób  prosty  pokazała  fragment  życia  młodej  kobiety, której  los  rzuca  pod  nogi  kłody, stawia  poprzeczki, wymagania  które  doprowadzają  Madeleine do  łez  i  chwil  zwątpienia  ale dzięki  sile  charakteru, miłości i wierze  w  drugiego  człowieka  przezwycięża  wszystkie  przeszkody.

 

To  inspirująca  książka, skłaniająca  do myślenia i wyciągania  pozytywnych  wniosków z  życia, warto  więc  ją  przeczytać.

 

Czekam  na  dalsze  losy  Madeleine  i  jej  bliskich, bo  chętnie  powtórnie  zajrzę  do  jej  magicznego  domu w  którym  łatwo  się  zadomowić , oraz  do   Malowniczego  i  jego  mieszkańców  których  zdążyłam  polubić.  

 

[ Małgorzata Stencel-Kaczmarek ]

 

- img_5028m.jpg - img_5029m.jpg - img_5031m.jpg

 

A oto jak ocenia powieść historyczną Ewa:

 

"Niewidzialną Koronę"  Elżbiety Cherezińskiej podzieliłabym pod kątem stylu na dwie części. Jedna - to ciekawa, przygodowa opowieść zaczynająca się zamordowaniem króla Przemysła II w Rogoźnie, ponownym rozpadzie Rzeczypospolitej i próbami jej zjednoczenia. Ta część jest ciekawa, zawiera barwnie zarysowane postaci, oraz wątek kryminalny - płatnych zabójców i szpiegów. Czytało się ciekawie i z zainteresowaniem śledziłam losy Władysława Łokietka i reszty Piastów,  Przemyślidów, Krzyżakówi Branderburczyków.

 

Druga część, która dla mnie była dość denerwująca - to elementy fantasy - gryfy, poruszające się orły na herbach rodowych, Michał Zaremba, zamieniający się w złotego smoka i palący kaplicę na zamku w Pradze. Mimo,że fantasy jest modne, mnie nie przekonało, a wręcz denerwowało.

 

Doskonale mogłabym się bez niego obyć przy czytaniu książki. Michał Zaremba prawdopodobnie nabawił się choroby skórnej podczas czteroletniego pobytu w lochach, ale nie wyrastały mu skrzydła, źrenice nie zamieniały się w pionowe, i nie zionął ogniem.

 

To niestety dla mnie było nie do zaakceptowania. Wolę Tolkiena, lub Ursulę Le Guin. Również nadmierne uwspółcześnienie języka nie pasuje do tej historii. Bohaterowie mówią, jak my w XXI wieku. Powiedzenie do giermka -...ty to mógłbyś wycieczki oprowadzać... wywołało u mnie śmiech, i nie był on bynajmniej spowodowany humorem sytuacyjnym.

 

 "Niewidzialna Korona " jest książką, mającą dwa oblicza - pierwsze akceptuję, drugiego nie. Cała ta fantasy wydaje się zrobiona pod kątem mody na ten rodzaj literatury, ale tutaj mogłabym się bez niej obejść. Jeszcze na koniec jedna uwaga. Lepiej czytałoby się opowieść, gdyby rody przedstawione były na początku (i z datami, których nie ma ), a nie na końcu. Odnalazłam je po przeczytaniu ponad 700 stron, a brakowało mi ich.

 

[Ewa Skoczeń ]
D K K Śrem

 

 

Spotkanie 17 grudnia 2014

Ostatnie w tym roku spotkanie Dyskusyjnego Klubu Książki zajęła rozmowa na temat opowiadań Alice Munro zebranych w tomie zatytułowanym „Miłość dobrej kobiety”.

Poniżej zdjęcia ze spotkania. Recenzja wkrótce.


 

DYSKUSYJNY KLUB KSIĄŻKI - HISTORIA SPOTKAŃ

 

Spotkania które się odbędą:

Spotkanie DKK we wrześniu dnia 24.09.14 o godz. 16:00 - Biblioteka Główna. Rozmowa o książce G. Zevin "Zapomniałam, że Cię kocham".

Spotkania które się odbyły:

24.09.14 o godz. 16:00 Biblioteka Główna G. Zewin "Zapomniałam, że Cię kocham".

27.08.14 o godz. 16:00 - Biblioteka Główna, J. Bator "Ciemno, prawie noc"

23.04.2014 - Joanna Chmielewska "Rzeź bezkręgowców".

22.01.2014 - Eric-Emmanuel Schmitt  "Odette i inne historie miłosne".

27.11.2013 - Jeffrey Eugenides "Samobójczynie"

21.08.2013 - Doris Lessing "Lato przed zmierzchem"

17.07.2013 - Jorge Franco "Paraiso travel"

19.06.2013 - W. Kowalewski "Excentrycy"

15.05.2013 - Robert Makłowicz "Cafe Museum"

24.04.2013 - Kepler L. "Hipnotyzer"

25.02.2013 - Saviano R. - "Gomorra"

28.01.2013 - Arnaldur Indridason - "Grobowa cisza"

12.12.2012 - J.K. Rowling - "Trafny wybór"

26.11.2012 - Natalka Śniadanko - "Ahatanhel"

22.10.2012 - Michel Houellebecq - "Mapa i terytorium"

27.08.2012 - Sofija Andruchowycz - "Kobiety ich mężczyzn"

30.07.2012 - Anna Dziewit-Meller, Marcin Meller - "GAUMARDŻOS!"

13.06.2012 - Biesiada w Bibliotece

28.05.2012 - Ewa Foley "Zakochaj się w życiu"

23.04.2012 - Maciej Zaręba "Polski hydraulik i inne opowieści ze Szwecji"

26.03.2012 - Spotkanie w bibliotece

27.02.2012 - Joyce Carol Oates "Córka grabarza"

09.01.2012 - Alberto Fuguet "Filmy mojego życia"

12.12.2011 - Ted Hughes „Pogromca Snów i inne opowieści o stworzeniu świata”

14.11.2011 - Max Barry „Korporacja”

10.10.2011 - Saint-Exupery „O sens życia”.

19.09.2011 - Marcia Willett „Letni domek”.

22.08.11 - Marco Santagata - "Mistrz Bladych Świętych"

18.07.11 - Haruki Murakami - "Kronika ptaka nakręcacza"

20.06.11 r. - C. Zykë - "TUAN"

09.05.2011- godz.18.00 zapraszamy wszystkich sympatyków literatury na spotkanie w naszym bibliotecznym klubie. Spróbujemy zainteresować naszych gości najciekawszymi, godnymi polecenia książkami,omawianymi w DKK

18.04.11 – Philip Roth - "Spisek przeciwko Ameryce"

21.02.11 – Etgar Keret - "Kolonie Knellera"

31.01.11 – Eduardo Mendoza - "Lekka komedia"

13.12.10 – Daniel Odija - "Kronika umarłych"

22.11.10 – Michael Moran - "Kraj z księżyca - Podróże do serca Polski"

25.10.10 – Smith Zadie - "O pięknie"

27.09.10 – Lydie Salvayre - "Zwyczajne życie"

23.08.10 – Wakacyjne wojaże

26.07.10 – Biblioteczne książki kucharskie

21.06.10 – Pascal Mercier - "Nocny pociąg do Lizbony"

17.05.10 – Bodil Malmsten - "Cena wody w Finistere"

26.04.10 – Chatwin Bruce - "Pieśni stworzenia"

15.03.10 – Müller Herta - "Sercątko"

22.02.10 - Steve Sem-Sandberg - "Teresa"

25.01.10 - Zoran Feric - "Pułapka na myszy Walta Disneya"

07.12.09 - Ołeksandr Irwanec' - "Riwne/Rowno", - Krzysztof Varga - "Gulasz z turula"

16.11.09 - Leena Lehtolainen - "Kobieta ze śniegu"

26.10.09 - Santiago Roncagliolo - "Wstyd"

28.09.09 - Arto Paasilinna - "Wyjący młynarz"

24.08.09 - Monika Szwaja - "Klub mało używanych dziewic"

27.07.09 - Szczygieł Mariusz - "Gottland"

29.06.09 - Ivan Klima - "Ani święci, ani anioły"

01.06.09 - poeta Adam Lewandowski gościem DKK, godz. 18:00

05.05.09 - spotkanie autorskie w DKK, godz. 18:00; Małgorzata Kalicińska

04.05.09 - spotkanie DKK, godz. 18:00 w Bibliotece

20.04.09 - Jonathan Littell - "Łaskawe"

23.03.09 - Bohumil Hrabal - "Piękna rupieciarnia"

23.02.09 - Olga Rudnicka gościem DKK

16.02.09r - V. Woolf - "Chwile wolności. Dziennik 1915-1941"; B. Kosmowska - "Hermańce"

26.01.09r - Moje fascynacje literackie

15.12.08r Izabela Sowa - "10 minut od centrum"

24.11.08r Arsen Riewazow – "Samotność 12"

20.10.08r Philippe Claudel – "Szare dusze"

22.09.08r Zyta Rudzka – "Ślicznotka doktora Josefa"

25.08.08 Süskind Patrick - "Pachnidło "

21.07.08 Arto Paasilinna "Fantastyczne samobójstwo zbiorowe"

09.06.08 Wieniedikt Jerofiejew - "Moskwa - Pietuszki"

19.05.08 Péter Esterházy - "Harmonia Caelestis"

14.04.08 Amos Oz - "Opowieść o miłości i mroku"

03.03.08 Amos Oz - "Opowieść o miłości i mroku"

18.02.08 Martin Pollack - "Śmierć w bunkrze"

21.01.08 Nair Anita - "Przedział dla pań"

10.12.07 Kenzaburo Oë - "Sprawa osobista"

19.11.07 Nadżib Mahfuz - "Opowieści starego Kairu"

09.10.07 Michel Houellebecq - "Cząstki elementarne" (projekcja filmu)

19.09.07 Ewa Lipska - "Drzazga"

22.08.07 Per Olof Enquist - "Opowieść o Blanche i Marie"

18.07.07 Michel Houellebecq - "Możliwość wyspy"

13.06.07 Stefan Chwin - "Dolina radości"

16.05.07 Henning Mankell - "Psy z Rygi"

25.04.07 Paweł Huelle - "Ostatnia wieczerza"

28.02.07 Spotkanie organizacyjne

 

Spotkania autorskie:

18.09.2015 - spotkanie autorskie z Jackiem Getnerem

09.06.2015 - spotkanie autorskie z Magdaleną Kordel

14.10.13 - spotkanie autorskie z Katarzyną Enerlich

25.09.13. - spotkanie z Anną Piecyk  i Olgą Rudnicką

25.09.12 - Jan Grzegorczyk

09.11.11 - Krzysztof Varga

28.03.11 - Przemysław Czapliński

21.02.11 - Gitta Rutledge

14.06.10 - Tadeusz Chudecki

01.06.09 - poeta Adam Lewandowski gościem DKK, godz. 18:00

05.05.09 - spotkanie autorskie w DKK, godz. 18:00; Małgorzata Kalicińska

23.02.09 - Olga Rudnicka gościem DKK

09.10.08 - Uniwersytet Ludzi Ciekawych Świat@ - spotkania z Aliną i Krzysztofem Wachowskimi

07.11.07 - Jesień z poezją - spotkania z Niną Szmyt

12.10.07 - Seryjni poeci - Jaś Kapela

18.06.07 - Stefan Chwin

Archiwum DKK 2013?2014

Archiwum DKK 2012

Archiwum 2009/10/11

Archiwum 2007/2008

 

 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
Administrator
Biblioteka Publiczna im. Heliodora Święcickiego w Śremie, ul. Grunwaldzka 10, 63-100 Śrem, pow. śremski, woj. wielkopolskie
tel.: +48.612835467, fax: +48.612835467, email: info@biblioteka.srem.pl, http://www.biblioteka.srem.pl
NIP: 785-10-12-219, Regon: 000979662
Nr konta: SBL w Śremie 91 9084 0003 0007 6988 2000 0001
projekt: Mantikora
hosting: INTERmedi@
zarządzane przez: CMS - SPI